Skip to main content

W kolejnych dziedzinach życia są podejmowane programy z „zero” w tytule. Amerykańskie miasta mają Vision Zero, zgodnie z którym chcą całkiem zlikwidować problem śmiertelnych potrąceń pieszych. W Szkocji mają za to Zero Waste Scotland, który ma prowadzić do jak największej redukcji odpadów.

Nie chodzi tu wyłącznie o recycling śmieci. Jednym z ważniejszych aspektów jest zmniejszenie skali marnotrawstwa żywności. Dlatego rząd Szkocji podjął inicjatywę wyposażania restauracji w opakowania, w których klienci mogą zabierać zamówione i niedojedzone posiłki (po angielsku nazywają się doggy bag).

Efekt pilotażu prowadzonego w czterech głównych miastach – Glasgow, Edinburgh, Irvine oraz East Kilbride – okazał się imponujący. W dziewięciu na dziesięć restauracji, które zaczęły oferować klientom torby z napisem Good to Go (and enjoy later) odnotowały 40-procentowy spadek ilości odpadków.

Akcja podobna jest do tej, którą podjął francuski rząd nakłaniając restauratorów do promowania wśród klientów zabierania resztek do domów – większość po prostu krępowała się o to prosić. Z podobnego punktu wyszli Szkoci, gdzie z badań wynikło, że trzy czwarte klientów restauracji chciałoby, aby proponowano im zabieranie jedzenia na wynos, a 40 proc. sama nie prosi o opakowanie, bo uważa to za krępujące.
Co więcej, z akcji zadowoleni są także sami restauratorzy, bo klienci poczuli się pewniej i mając perspektywę zabrania reszty jedzenia ze sobą zaczęli zamawiać większe porcje, nabijając wyższe rachunki.


PRZECZYTAJ TAKŻE:

6 Replies to “Zabranie resztek obiadu z restauracji to krępująca sprawa, kelnerzy sami powinni oferować porcje na wynos”

  1. W Chinach to jest od zawsze. Nikt Ameryki nie odkrył. Świata nie znacie i wszystko Was zachwyca. Niby XXI wiek a jesteście ciemni jak w średniowieczu.

    • Słuszna uwaga. Dodatkowo moglibyście czasem odpowiedzieć własnym czytelnikom na pytanie, np. to zadane 4 stycznia pod artykułem o konieczności włączania dzieci w projektowanie miast.

      • Co do artykułu o konieczności włączania dzieci w projektowanie miast uznaliśmy to za pytanie retoryczne – odpowiedzi znajdują się w treści teksu i załączonych do niego linkach.

        • Linki do niektórych nazw projektów chyba nadal nie działają, ale nie to jest najważniejsze. Nie uznajcie tego Państwo za czepialstwo, raczej krytyczną uwagę czynioną w dobrej wierze. W artykule akcentującym konieczność włączania dzieci w projektowanie pada dużo pomysłów (Rebuild,Urban95, indyjskie smart cities i Block by Block), jednak są one na obecnym etapie w fazie bardziej konceptu niż realizacji. Sami zresztą piszecie, że Rebuild to projekt „gdzie dzieci przy użyciu klocków Lego miały stworzyć wizję miasta,”, o Urban95, który na razie koncentruje się na „przekonywaniu burmistrzów i prezydentów miast do tego, aby przy rozwoju metropolii większą wagę przywiązywali do tego, jak odnajdą się w nich dzieci”. Indyjskie smart cities przedstawione są jako kursy „udzielane przez dzieci indyjskim planistom jak tworzyć rozwiązania, które będą atrakcyjne także dla nich”. A Block by Block to inicjatywa, która ” zachęca dzieci i młodzież do zaplanowania przestrzeni publicznej w miastach i na wsiach”. Jedyny faktycznie zrealizowany projekt to nowozelandzki Margaret Mahy Playground, swoją drogą bardzo kosztowny (ponad 50 mln zł), którego nie dostrzegłem jako zrealizowanego, gdyż nieco zirytowały mnie te niedziałające linki i wizualizacje placu zamiast faktycznych zdjęć placu. Nawet rządowe strony NZ piszą o placu w czasie przyszłym.
          Proszę wybaczyć te skrupulatne próby „poszukiwania konkretu”, one wynikają z oczekiwania na realną zmianę procesów planistycznych, które (jak widzimy) nawet na przykładach podawanych przez Państwa zorientowane są na pilotażowym w dużej mierze charakterze takich inwestycji i działań. Może też za dużo oczekiwałem, bo samą ideę uczestnictwa w planowaniu miast sam bardzo wspieram.
          Dzięki za odpowiedź!

          • Dziękujemy bardzo za uwagi. Zdajemy sobie sprawę z ogólnego charakteru wielu projektów, ale po prostu chcieliśmy pokazać jaki zarysowuje się trendy. Na końcu jest to też rodzaj „wezwania do działania”, jakie widać pod różnymi szerokościami geograficznymi.
            Nie wiemy jakie są kłopoty z linkami (chodzi o Christchurch?), a co do użycia wizualizacji zamiast zdjęć to kwestia praw autorskich – nie udało nam się dotrzeć do autorów zdjęć zbudowanego placu, które nadawałyby się do wykorzystania.

  2. no tak, tylko że pewnie wzrośnie ilość odpadów po opakowaniach… Sukces mocno połowiczny 🙁

Twój adres nie będzie widoczny publicznie.