Zbędna sygnalizacja świetlna znika z ulic polskich miast

  • Data: 3 października 2017 ·
  • Autor: ·
Zbędna sygnalizacja świetlna znika z ulic polskich miast
Share

Poznań i Warszawa to miasta, które poważnie potraktowały tezę, że sygnalizacja świetlna w niektórych miejscach jest niepotrzebna, a nawet niebezpieczna dla pieszych. To trend, który objął już wiele metropolii na świecie – np. w Detroit oszacowano, że aż połowa świateł jest zbędna. Jeśli polscy pionierzy tego trendu udowodnią, że to ruch we właściwym kierunku, tego typu projekty pojawią się też w innych miastach.

Ostatnie zdobycze pieszych znajdują się w Poznaniu, gdzie światła wyłączono na czterech skrzyżowaniach: Ratajczaka z Kościuszki oraz Ogrodową, a także Powstańców Wielkopolskich z Kościuszki i Garbary z Wielką. Zmiana nie pojawiła się jednak z dnia na dzień. Miasto wyłączało już światła „na próbę”, a wcześniej miejski aktyw zorganizował akcję Zawsze Zielone: happening, podczas którego przy przejściu przez pasy na Kościuszki (przy Starym Browarze) rozsiedli się na przyniesionych krzesłach składanych, czekając na zielone prawie sześć minut. Później trzeba było się spieszyć ze zwinięciem sprzętu, bo zielone „trwało” ledwie 10 sekund.

Od pewnego czasu podobne zmiany można zaobserwować też w stolicy. Już w zeszłym roku zlikwidowano światła na skrzyżowaniu Mokotowskiej i Koszykowej, a jeszcze wcześniej na przecięciu Kleszczowej i Ryżowej. Podobnych projektów jest coraz więcej. Już na początku roku zaplanowano wyłączenie sygnalizacji na Miodowej przy Kapitulnej oraz na Bielanach na skrzyżowaniu Kochanowskiego i Rudnickiego. Przyszłoroczne projekty dotyczą m.in. Żelaznej i Złotej.

Nie ma przy tym obaw, że wyłączenie świateł będzie bardziej ryzykowne z punktu widzenia pieszych. Przeciwnie. „Tam, gdzie ruch nie jest zbyt duży, sygnalizacja może pogorszyć bezpieczeństwo. Piesi często się denerwują, że nic nie jedzie, a muszą czekać na czerwonym. Często więc przechodzą, nie czekając na zielone światło„, w rozmowie z Gazetą Wyborczą mówi Zygmunt Użdalewicz, specjalista od inżynierii ruchu. Ze statystyk warszawskiego ZDM wynika zresztą, że do połowy potrąceń pieszych dochodzi na przejściach ze światłami. Dlatego drogowcy w kilku przypadkach, mimo wniosków radnych o wprowadzenie świateł w miejscach, gdzie doszło do nagłośnionych w mediach potrąceń (np. dzieci), sugerują wprowadzenie innych rozwiązań. Czasem lepiej jest po prostu wymusić ostrożną jazdę na kierowcach podnosząc przejście dla pieszych.

Atmosfera jest coraz bardziej sprzyjająca tego typu działaniom. Sami społecznicy zgłaszają więc wnioski o likwidację świateł. W Warszawie padł pomysł, aby je usunąć z Krasickiego i Kazimierzowskiej, a w maju Akcja Miasto złożyła postulat o wyłączenie sygnalizacji na Grodzkiej przy moście Uniwersyteckim i moście Pomorskim. Wówczas światła te były uszkodzone, co okazało się bardzo dobre dla poprawy płynności ruchu. „Ku zadowoleniu wszystkich uczestników ruchu, korzystanie z tych skrzyżowań stało się płynniejsze i prostsze: tramwaje nie stoją w korku, piesi nie muszą długo oczekiwać na przekroczenie jezdni, również kierowcy mogą się przemieszczać płynniej. Wszyscy uczestnicy ruchu bardziej uważają, ponieważ są świadomi, że brak sygnalizacji świetlnej wymaga zwiększonej ostrożności.” argumentował Aleksander Obłąk z Akcji Miasto.


PRZECZYTAJ TAKŻE: