Skip to main content

Przejdziemy na morską dietę

Nie chodzi o ryby. Naukowcy z Cornell University przewidują, że w połowie wieku to algi staną się treścią naszych posiłków. W swoim badaniu przekonują, że te glony mogą stanowić lepsze źródło wysokiej jakości białka odżywczego, niezbędnych aminokwasów i innych mikroelementów w porównaniu z roślinami lądowym.

Zgodnie z ich przewidywaniami do połowy stulecia społeczeństwo będzie musiało znacznie zintensyfikować system produkcji żywności, jednocześnie zmniejszając szkodliwy wpływ tego systemu na klimat, użytkowanie gruntów, zasoby słodkiej wody i bioróżnorodność. Według nich będzie to wymagało znalezienia alternatyw dla rolnictwa o wysokiej emisji dwutlenku węgla, które stanowi podstawę dzisiejszego globalnego systemu produkcji żywności. Stąd podjęli się zbadania hipotezy, że akwakultura oparta na algach morskich może pomóc zlikwidować przewidywaną lukę w przyszłych potrzebach żywieniowych społeczeństwa, jednocześnie poprawiając równowagę w środowisku.

Żywności potrzeba o połowę więcej

Podstawowym założeniem jest dalszy wzrost populacji – o 3 mld osób względem 2010 roku – a co za tym idzie konieczność zwiększenia produkcji i to nie mała. W analogicznym okresie (2010 – 2050) łączna liczba wyhodowanych i uprawianych kalorii musiałaby wsrosnąć z 13,1 do 20,5 bln Kcal. To skok o 56 proc., który pociągnie za sobą większe zapotrzebowanie na grunty – o 12 proc. dzięki lepszemu ich wykorzystaniu, ale przede wszystkim o jedną czwartą zwiększy emisję CO2. To wbrew planom stabilizacji klimatu, który przewidywał jej redukcję o dwie trzecie (wszystkie wartości podane są na wykresie). Tymczasem algi doskonale radzą sobie z tym problemem.

Stąd taki nacisk na zmianę modelu produkcji i sięgnięcie po obszary, które na ziemi dominują, ale przy produkcji żywności są mało wykorzystane – chodzi o morza i oceny zajmujące 71 proc. powierzchni globu, podczas gdy pola uprawne zaledwie 3 proc. „Powinniśmy jak najszybciej budować obiekty do hodowli mikroalg morskich, ponieważ technologia osiągnie swój pełny potencjał dopiero wtedy, gdy zdobędziemy doświadczenie i wydajność skali. Te obiekty są dziś opłacalne komercyjnie. Jednak ich rentowność powinna radykalnie wzrosnąć, gdy dopracujemy szczegóły, które wynikają tylko z doświadczenia. Podobnie jak energia wiatrowa i słoneczna, wsparcie federalne i stanowe może katalizować ten proces i sprawić, że komercjalizacja na dużą skalę będzie bardziej atrakcyjna dla sektora prywatnego” – powiedział Charles Greene, jeden z autorów badania i profesor na Wydziale Nauki o Ziemi i Atmosferze na Uniwersytecie Cornell.

Dieta nie dla Europejczyka

W swoim opracowaniu naukowcy w czytelny sposób przedstawili korzyści środowiskowe jakie przyniosą algi. Porównali ich wymogi, jeśli chodzi o grunty i wodę, z innymi uprawami, a także hodowlą mięsa. Jak widać na poniższym wykresie wołowina, wieprzowina i drób w ogóle są poza zasięgiem. Najciekawsze jest jednak porównanie parametrów uprawy soi, która dziś pełni rolę jednej z kluczowych roślin, które mają nam zapewniać wartości odżywcze w najbliższych latach. Do produkcji tej samej ilości niezbędnych aminokwasów algi potrzebują tylko jakieś 13 proc. gruntu, które zużywa soja, ale co jeszcze ważniejsze niespełna 0,2 proc. wody, którą pochłaniają jej uprawy.

Z punktu widzenia Europejczyka nie należy się rzecz jasna obawiać, że w połowie wieku cały kontynent przejdzie na dietę z alg. Są to raczej propozycję dla krajów i obszarów, gdzie rośnie liczna ludności, a przy tym są rosnące problemy z niedoborem żywności. Jak wskazują naukowcy najlepsze miejsca do uprawy mikroalg to tropiki, m.in środkowa część Afryki, Indie, Ameryka Południowa i Środkowa, Azja Południowo-Wschodnia, Bliski Wschód oraz Australia.

/Fot: Nadia Vasil’eva//

 

Jeszcze nie dodano komentarza!

Twój adres nie będzie widoczny publicznie.

Najpopularniejsze teksty

Zalesianie udane tylko w połowie

Co zrobić z górą śmieci

Mięso dawno przestało być naturalne

Szczyt Klimatyczny – co się udało, a co nie

CO2 stało się wkładem do akumulatorów