Skip to main content

Co roku miliony złotych inwestowane w odnawianie i przebudowywanie publicznej przestrzeni w miastach. Cel jest prosty ma być bardziej funkcjonalna, lepiej wyglądać i służyć mieszkańcom. Tyle, że nie zawsze to się udaje. A czasami nawet trudno stwierdzić dlaczego mieszkańcy omijają takie miejsca szerokim łukiem.

I wtedy wkraczają profesjonaliści tacy, jak Center for Active Design (CfAD). Amerykańska organizacja specjalizuje się w badaniu związków pomiędzy przestrzenią publiczną, a postawami i zachowaniem mieszkańców. Władze Charlotte poprosiły ją  o przeprowadzenie analizy centralnego placu w mieście. Położony między budynkami administracji i sądu i od dłuższego czasu był pusty. Specjaliści z CfAD szybko zauważyli, że problemem są duże betonowe słupy otaczające plac. Działały odstraszającą na potencjalnych przechodniów. Nie pomagały również niedziałające fontanny, które pierwotnie miały być atrakcją placu oraz mało wygodne ławki. Tyle, że naprawianie samych błędów architektonicznych nie rozwiązywało sprawy. Szybko się okazało, że odnowiona przestrzeń trzeba w jakichś sposób aktywować.

Pierwszą próbą było wykorzystanie palcu jako miejsca do prezentowania sztuki publicznej. Rozstawione zostały też nowe, bardziej wygodne miejsca do siedzenia oraz składane leżaki. Kolejną fazą projektu było zorganizowanie na placu cyklicznie odbywających się koncertów z muzyką na żywo oraz targów śniadaniowych.

Center for Active Design, który koordynował projekt miał zmierzyć efekty tych działań. Z przeprowadzonych przez organizację badań wyszło, że dopiero ostatnia faza projektu, sprawiła, że plac zaczął być postrzegany jako miejsce spotkań. Co ciekawe te działania mocno odbiły się na postrzeganiu władz Charlotte przez mieszkańców. Liczba osób, które uznały, że miejscy urzędnicy rozumieją ich potrzeby wzrosła o 23 proc.

Dlaczego same zmiany architektoniczne nie wystarczyły? Bo jak się okazało dla większości przechodniów były one niewidoczne z poziomu chodnika. Plac był tak duży, że ponad jedna trzecia badanych osób w ogóle nie miała poczucia, że przejeżdża albo przechodzi przez plac. A nawet jeśli zauważyli zmiany, to nowa bardziej artystyczna przestrzeń często ich onieśmielała. Wielu z nich zastanawiało się, czy to jest miejsce dla nich. Dopiero koncerty i targi śniadaniowe przełamały tą barierę i mieszkańcy poczuli, że są tu mile widziani. I to chyba jest największa nauka płynąca z doświadczenia Charlotte, bo z pewnością żadne miasto nie chce skończyć z piękną, ale pustą przestrzenią publiczną.

Jeszcze nie dodano komentarza!

Twój adres nie będzie widoczny publicznie.

Najpopularniejsze teksty

Zalesianie udane tylko w połowie

Co zrobić z górą śmieci

Mięso dawno przestało być naturalne

Szczyt Klimatyczny – co się udało, a co nie

CO2 stało się wkładem do akumulatorów