Skip to main content

Około 5 miliardów ton dwutlenku węgla rocznie – tyle kosztuje nas globalna produkcja żywności. To około 20 proc. całej emisji CO2. Trudno zarzucić działalność rolniczą, ale ta liczba jeszcze bardziej powinna motywować do jak najlepszego zarządzania zasobami.

Głównie chodzi tu o marnotrawstwo jedzenia. Jak szacują naukowcy z poczdamskiego Institute for Climate Impact Research, żywność, której nikt nie zjadł odpowiada za jedną dziesiątą codziennej porcji CO2. To 2 proc. globalnej emisji, czyli mniej więcej tyle, o ile państwa Unii Europejskiej postanowiły zredukować produkcję gazów cieplarnianych w ciągu ostatnich kilkunastu lat (do 2020 roku).

Co gorsza, niemieccy naukowcy nie dostrzegają tendencji spadkowej. Przeciwnie. „W ciągu minionych 50 lat średnia ilość marnowanego jedzenia wzrosła z 310 do 510 kalorii dziennie. Ten proces narastał w ciągu ostatnich dekad”, Prajal Pradhan, współautor opracowania. To 20-25 % dziennego zapotrzebowania na energię. Co więcej średnia per capita wzrosła o 200 kalorii, pomimo że w tym samym czasie liczba ludności zwiększyła się o 4 mld, czyli niemal 120 proc. „Jeśli obecna tendencja się utrzyma, do połowy stulecia emisja gazów cieplarnianych wynikająca z marnowania żywności może wzrosnąć cztero-, pięciokrotnie licząc względem roku 2010„, dodaje. Będzie to około 2 mld ton CO2 rocznie, czyli 8 proc. obecnych emisji – europejski przemysł i energetyka do niedawna miały ok. 12 proc. udział.


PRZECZYTAJ TAKŻE: