Skip to main content

Kto pamięta zdjęcia potężnych, wypełnionych paliwem samolotów-tankowców, do których w locie podłączają się znacznie mniejsze myśliwce i jak przez rurkę zaciągają paliwo? Taki pomysł na wzajemne ładowanie samochodów przedstawili inżynierowie z University of Florida, a system nazwali po prostu Peer to Peer Car Charging (P2C2).

Ale schodząc na Ziemię … Przypomina to trochę zimowe scenki, gdy kierowca z rozładowanym akumulatorem wzywa pomoc – sąsiada lub taksówkarza – aby spiąć kablami akumulatory w obu samochodach i pociągnąć nieco mocy na rozruch własnego silnika. W koncepcji naukowców z Florydy jest to rzecz jasna wszystko bardziej profesjonalne, a główny cel projektu to dostarczenie prądu samochodom tam, gdzie sieć ładowania nie jest rozwinięta.

W zamyśle każde auto miałoby określony poziom napełnienia baterii, do którego może bezpiecznie dzielić się prądem z innymi (nie ryzykując, że za chwilę sam będzie potrzebował pomocy). Taki mechanizm wzajemnej pomocy kierowców miałby zwiększyć zaufanie do aut elektrycznych – ryzyko wyczerpania akumulatora w trasie to jedna z głównych przyczyn niechęci do kupienia auta na prąd. A tu działa siła skali, bo im więcej było by takich pojazdów tym większa szansa, że złapiemy kogoś, kto nas zasili.

Rzecz jasna potrzebne są to tego modyfikacje technologiczne. Już dziś samochody mogą co prawda zarówno pobierać, jak i oddawać prąd, ale tylko do sieci. Tutaj inżynierowie z University of Florida widzą raczej analogię do tego modelu znanego z lotnictwa. Przede wszystkim uznają, że najbardziej efektywny będzie transfer w trakcie jazdy, tak jak odbywa się to w trakcie lotu. Stąd potrzebny byłby rodzaj wysięgnika przypominającego sprzęgi znane z wagonów kolejowych. Takie połączenie się w trakcie jazdy wymagałoby jednak ogromnej precyzji, stąd preferowane dla Peer to Peer Car Charging są auta autonomiczne, albo przynajmniej półautonomiczne, gdzie kierowca choćby na jakiś czas może przekazać kierowania komputerowi, który precyzyjnie zsynchronizuje tempo jazdy obu aut

Rozwiązanie nie sprowadza się jednak to wprowadzenia łącz do parowania aut i technologii wyrównywania toru jazdy. Inżynierowie z Florydy proponują stworzenie całego systemu, który w chmurze moniotorowałby poziom naładowania poszczególnych pojazdów i widząc, że ktoś ma problem z zasięgiem, do najbliższej ładowarki wyszukiwałby najbliższego potencjalnego „ładowacza”, tzw. juicera. Wszystko rzecz jasna odbywało by się za jego zgodą. Co więcej, powracając do analogii lotniczej system Peer to Peer Car Charging przewidywałby dodatkowe zabezpieczenie w postaci aut-ładowarek. Wzorem tych wielkich samolotów-tankowców dostarczających paliwo odrzutowcom ich jedynym celem byłoby krążenie po drodze i ratowanie kierowców, którym na akumulatorze pozostały już ostatnie świecące się na czerwono kreski.

Czytaj więcej: IEEE


PRZECZYTAJ TAKŻE:

Jeszcze nie dodano komentarza!

Twój adres nie będzie widoczny publicznie.

Najpopularniejsze teksty

Mała farma w każdym domu

SUVy zabijają elektromobilność

5 strategii zrównoważonego transportu

Kurnik wolnowybiegowy

ESG zmienia polski biznes

Paryż będzie cały dla rowerów