Skip to main content

Duże miasto też może być zero waste

Nie tylko w środowisku ekologów dużo mówi się o kolejnych miastach, które postanawiają być całkiem bezodpadowe – niedawno pisaliśmy m.in. o japońskim Kamikatsu. Tyle, że to niewielka miejscowość z 5 tys. mieszkańców. W tak niewielkiej skali łatwiej o mobilizację całej wspólnoty do działania zero waste. Co innego, gdy cel całkowitego zaprzestania wywozu śmieci na wysypisko oraz spalarni deklaruje duże miasto, takie jak chociażby San Francisco. Podobnie jak Kamikatsu, kalifornijska metropolia licząca milion mieszkańców chce tego dokonać do końca tej dekady.

Aż trudno uwierzyć, że jeszcze ćwierć wieku temu nieco ponad jedna trzecia odpadów była tu poddawana obróbce wtórnej. Prawdziwy zwrot został dokonany całkiem niedawno, bo 9 lat temu, kiedy to miasto przyjęło uchwałę nakładającą na mieszkańców oraz działające tu przedsiębiorstwa dość klarowne zasady segregacji odpadów, tego jak je odzyskiwać oraz kompostować, a co na końcu można wywieźć na wysypisko.
Postęp jest ogromny: dziś odzyskiwanych jest tu 80 proc. śmieci.

Jednym z kluczowych wyzwań było zagospodarowanie odpadów organicznych, których codziennie przybywa 650 ton. W San Francisco mocno rozwinięto system ich kompostowania. I nie mówimy tu o pojemnikach na zapleczu domów. Na obrzeżach miasta powstał zakład utylizacyjny, gdzie odpady najpierw są dodatkowo segregowane (aby nie odstały się materiały nie podlegające naturalnemu rozkładowi), a później przy wykorzystaniu armii mikrobów przez dwa miesiące podlegają rozkładowi.
Tak powstaje kompost, który zakład przetwórczy sprzedaje okolicznym farmerom oraz winiarzom – nawożonych jest nim 300 kalifornijskich winnic. W ten sposób węgiel zawarty w organicznych odpadach zamiast zmienić się w spalarni w CO2 i powędrować do atmosfery, wraca do gleby zasilając wzrost nowych roślin.


PRZECZYTAJ TAKŻE:

Jeszcze nie dodano komentarza!

Twój adres nie będzie widoczny publicznie.