Skip to main content

Do połowy wieku produkcja rolna ma powiększyć się dwu i półkrotnie, a i tak nie unikniemy niedoborów żywności – według analityków UBS w tym czasie wartość gospodarki rolnej wzrośnie z 1,9 do 6,5 bln dolarów, ale zabraknie nam 8 proc. jedzenia do nakarmienia świata. Stąd zasadne jest pytanie czy miejskie i podmiejskie farmy wertykalne staną się koniecznością.

Na to nakłada się jeszcze wysoka emisyjność tradycyjnego rolnictwa, które wytwarza 6,4 miliarda ton gazów cieplarnianych – nie chodzi tu wyłącznie o maszyny, ale m.in. samą orkę, podczas której z ziemi uwalnia się duża ilość gazów. To około 8,5 proc. światowych rocznych emisji. Zagrożeniem jest także ogromne zużycie słodkiej wody (ok. 70 proc. bieżących zasobów) i coraz częściej pojawiającej się jej niedobory – najlepiej widać to już m.in. w Kalifornii. Stąd na znaczeniu zyskuje tzw. rolnictwo prowadzone w kontrolowanym środowisku CEA (Controlled Environment Agriculture), obejmujące przede wszystkim wertykalne nasadzenia prowadzone pod dachem.

Nie jest to model naturalny, ale ma głębokie osadzenie historyczno-kulutorwe – jego twórcy nawiązują do jednego z 7 cudów starożytnego świata, czyli Wiszących Ogrodów Semiramidy założonych 26 wieków temu w Babilonie oraz upraw hydroponicznych jakie prowadzili Aztekowie. I to właśnie hydroponika ma być modelowym rozwiązaniem CEA. Wodę wykorzystuje w sposób kontrolowany – tylko tyle ile potrzeba do wzrostu roślin co przekłada się na 90 proc. oszczędność – poza tym uprawa w pomieszczeniu nie wymaga pestycydów, a gdy farmę połączy się z hodowlą ryb, to dodatkowo pozyska się naturalny nawóz. Bardziej zaawansowane rozwiązanie to aeroponika gdzie niejako wiszące w powietrzu rośliny są zraszane roztworem odżywczym.

Za i przeciw miejskim farmom

Kolejna zaleta to wydajność. Wertykalne uprawy mogą zmieścić 280 hektarów tradycyjnych pól uprawnych na powierzchni odpowiadającej supermarketowi (ok. 2 tys. mkw). Zagęszczenie niezwykłe bo to zaledwie 0,02 proc. tego co potrzebuje klasyczne rolnictwo. W znacznym stopniu jest to odpowiedź na degradację środowiska i wyrąb lasów, które przynoszą ze sobą ekstenswyne uprawy. Optymalizacja upraw pozwala również na skrócenie cykli wzrostu. Są one tak szybkie, że cały wzrost można skrócić do 10 dni. Jest to znacznie bardziej opłacalne i może skutkować zwiększeniem plonów o 700 proc.

Wertykalne uprawy niosą jednak także istotne obciążenia. Przede wszystkim nie korzystają z naturalnego, ale sztucznego światła pochłaniającego mnóstwo energii. Można tu dokonać oczywistej konwersji za sprawą fotowoltaiki, która energię słońca zmieni w prąd, zasilający LEDy, ale to dodatkowe koszty i obciążenia dla środowiska. Ograniczeniem jest także rodzaj upraw. Na farmach wertykalnych zasadniczo może rosnąć to co w szklarniach – od nowalijek po truskawki – nie nadaje się jednak do upraw zbóż, które potrzebują nie tylko więcej przestrzeni, ale przede wszystkim ogromnej ilości światła. Bochenek chleba wyprodukowany z pszenicy uprawianej pod dachem kosztowałby około 23 dolarów i to tylko do zasilenia świateł LED.

/Fot: Lufa Farms//

Jeszcze nie dodano komentarza!

Twój adres nie będzie widoczny publicznie.

Najpopularniejsze teksty

Kubki zwrotne jak butleki

Grecy mówią dość turystom

Ekodzielnice Europy

La Rambla dla pieszych

Abonament za jazdę na gapę