Skip to main content

Jak w wielu innych europejskich miastach, podczas pandemii Covid-19, w Amsterdamie znacznie spadła liczba turystów. Teraz gdy ruch turystyczny wraca do normy, władze miasta starają się zachować równowagę między turystyką a potrzebami mieszkańców. 

Nie chcemy, by nasze miasto zmieniło się w centrum rozrywki dla turystów, jak Wenecja czy Dubrownik – wyjaśnia burmistrz Femke Halsema – Zależy nam na tym, by dało się tu normalnie żyć. Jak podkreśla, Amsterdam ma pozostać międzynarodowym miastem i turyści zawsze będą tu mile widziani. Problem stanowią ci, którzy przyjeżdżają tu skuszeni perspektywą łatwo dostępnego seksu i narkotyków. To zdecydowana mniejszość turystów, ale zarazem ci, którzy najbardziej przeszkadzają mieszkańcom miasta. Chodzi o osoby, które w Amsterdamie chcą – słowami burmistrz – uciec od moralności, zachowując się tu inaczej niż zachowywaliby się we własnym kraju czy mieście. 

Drugi problem to liczba turystów. Jak argumentuje Femke Halsema, do Florencji przyjeżdża ich rocznie 14 milionów i narzeka się tam, że to za dużo. To samo w Barcelonie, którą rocznie odwiedza 20 milionów turystów. Na Amsterdam przypada  22 miliony turystów i zdaniem władz miasta, a przede wszystkim jego mieszkańców, to trochę za wiele. 

Problemy wynikające z zalewu turystów są co najmniej dwojakie: pierwszy to „problem Londynu”  – miasto staje się zbyt drogie dla lokalnej ludności. Na dom w Amsterdamie pozwolić sobie mogą jedynie najzamożniejsi. Klasa średnia: nauczyciele czy pracownicy służby zdrowia są z niego wypychani, a w dłuższej perspektywie trudno wyobrazić sobie przyszłość miasta bez nich, podobnie zresztą, jak i bez klasy niższej. Drugi problem to tzw. „problem Wenecji” – centrum przestaje należeć do mieszkańców, stając się obiektem rozrywki dla turystów.

Władze Amsterdamu zabrały się więc w pierwszym kroku za problem nieruchomości, planując kolejne dzielnice, które powstać mają częściowo na wodzie, wymuszając na deweloperach przestrzegania zasady 40-40-20, która oznacza, że 40 proc. lokali ma być przeznaczone na mieszkania komunalne, 40 proc. – na mieszkania dla klasy średniej i tylko 20 proc. – dla zamożniejszej klienteli.  Ograniczany jest także zasięg Airbnb. Kolejne pomysły to przeniesienie dzielnicy czerwonych latarni” poza centrum miasta oraz zakaz wstępu do coffee-shopów dla turystów.

Jeszcze nie dodano komentarza!

Twój adres nie będzie widoczny publicznie.

Najpopularniejsze teksty

Zalesianie udane tylko w połowie

Co zrobić z górą śmieci

Mięso dawno przestało być naturalne

Szczyt Klimatyczny – co się udało, a co nie

CO2 stało się wkładem do akumulatorów