Skip to main content

Średnia prędkość z jaką poruszają się kierowcy w największych polskich miastach wynosi 31,2 km/h. Najgorsza pod tym względem jest Łódź, najlepiej – co pewnie można uznać za zaskakujące – wypada Warszawa, czyli największe polskie miasto. Tak wynika z danych bezpłatnej aplikacji nawigacyjnej Yanosika. Dane zostały zebrane na podstawie średnich prędkości z jaką poruszają się samochody w największych aglomeracjach między godziną 6:00 a 22:00. Jeśli weźmie się tylko godziny szczytu to zgodnie ze starszymi danymi przygotowanymi przez firmę konsultingową Deloitte średnia prędkość jazdy spada o prawie 10 km/h i waha się między 22 a 25 km/h, w zależności od miasta (najgorszy wówczas był Wrocław). Problem polega na tym, że choć budowane są nowe trasy i obwodnice, w kwestii korków niewiele się zmieniło. Od 2010 roku liczba godzin spędzanych przez przeciętnego kierowcę w korkach wzrosła o ponad 2 godziny. Oczywiście coraz wolniejsza jazda samochodem przez centrum miasta nie jest specjalnością polskich miast, korki są zmorą metropolii na całym świecie.

Na przykład kierowcy jadący do pracy w Houston przez Katy Freeway, okrzykniętą najgorszą obwodnicą Ameryki marnują rocznie 25 milionów godzin rocznie. Amerykański magazyn miejski Citylab przeprowadził wywiady z ekspertami i wybrał kilka sposobów, które mogą pomóc rozładować korki. Zalecenia są uniwersalne, tak więc mogą się sprawdzić również w polskich miastach.

Płynne włączanie się do ruchu
Wiadomo, że średnia prędkość z jaką samochody poruszają się po trasie zmniejsza się wykładniczo, to znaczy niewielka ilość dodatkowych samochodów może prowadzić do nagłego zakorkowanie się drogi. Działa to też w druga stronę, czyli usuniecie nawet niewielkiej ilości samochodów z drogi może znacząco zmniejszyć zatory tworzące się na trasie. Dlatego wpuszczanie za pomocą sygnalizacji świetlnej na główną drogę samochodów jadących ze stałą prędkością, pozwala utrzymać płynność ruchu zarówno na trasie do wjazdu, jak i głównej drodze. O tym jak to działa można było się przekonać na obwodnicy Minneapolis, kiedy na tydzień została wyłączona ta sygnalizacja. W efekcie czas średniej podróży spadł o 22 procent. Co jak obliczono w ciągu roku przełożyłoby się to na 2,6 miliona dodatkowych godzin spędzonych w samochodach

Drogowe opłaty
Drogi należą do najcenniejszych aktywów w portfelu miast. Z tego ile potrafią pochłonąć pieniędzy najlepiej zdają sobie sprawę wszyscy ludzie odpowiedzialni za miejskie inwestycje. Problem polega na tym, że w mieście na drogi patrzy się tylko poprzez pryzmat kosztów, a nie jak na bardzo cenne aktywo, który może pracować na rzecz całego miasta. Szkoda, ponieważ najbardziej skuteczną strategią ograniczania zatorów komunikacyjnych jest równomierne rozprowadzanie samochodów po obszarze całego miast, przerzucając auta z najbardziej uczęszczanych dróg na te, które w danym momencie cieszą się mniejszą popularnością i przez to szybciej można nimi jechać. Najprostszym sposobem kierowania w ten sposób ruchem jest wprowadzenie poboru mikroopłat od kierowców, na wzór tych, które pobierane są za parkowanie albo przejazd danym odcinkiem autostrad. To mogą być dynamiczne systemy, które wprowadzają opłaty albo je podwyższają w zależności od stopnia zatłoczenia danego odcinka ulicy (wymagają one jednak dość zaawansowanej technologii) albo statyczne, polegające na pobieraniu opłat za wjazd na dany obszar miasta, z reguły znajdujący się w centrum metropolii. Takie rozwiązanie działają w kilku miastach m.in. w Singapurze, Londynie czy Sztokholmie. To ostatnie miasto jest najlepszym przykładem jak system niewielkich opłat może pomóc odkorkować miasto. Wprowadzenie 12 lat temu skrócił czas podróżowania po centrum miasta o około 40 procent

Na kolejną część podpowiedzi jak rozładować korki w mieście zapraszamy jutro

Jeszcze nie dodano komentarza!

Twój adres nie będzie widoczny publicznie.