Czy przyszłość należy do rowerów bezstacyjnych (dockless)

  • Data: 22 lutego 2018 ·
  • Autor: ·
Czy przyszłość należy do rowerów bezstacyjnych (dockless)
Share

Już sam słowo „bezstacyjny” wywołuje lekką konsternację, podkreśla je słownik Google, a wrzucone do wyszukiwarki daje zaledwie 1710 wyników. Ale nie ma w języku polskim lepszego tłumaczenia na usługę dockless bike sharing, czyli korzystania z roweru miejskiego, który możemy zostawić w każdym, dowolnie wybranym przez nas miejscu w mieście. Z punktu widzenia użytkownika oznacza to większą wygodę, niż korzystanie z systemu tradycyjnego. Na przykład w Warszawie, żeby skończyć jazdę na rowerze, trzeba znaleźć jedną z 355 stacji, udać się na nią i przypiąć tam rower do elektrozamka (co czasami nie jest proste).

Rower bezstacyjny jest prostszym rozwiązaniem. Za pomocą aplikacji na smartfonie lokalizujemy pozostawiony najbliżej nas rower i odblokowujemy go skanując kod VR umieszczony na ramie. I to sprawia, że tak szybko rośnie popularność tej usługi na świecie. Jeden z największych graczy na tym rynku ofo (start-up założony przez pięciu studentów z Uniwersytetu w Pekinie) w ciągu 3 lat zdobył 62,5 mln aktywnych klientów, wszedł do 250 miast w 20 krajach na świecie. Teraz szykuje się też do wejścia do Polski. Ale przyjdzie tu zagospodarowywać ziemię niczyją, z bezstacyjnych rowerów korzystać mogą już mieszkańcy Warszawy (w ramach systemu stworzonego przez polski Acro Bike) oraz Krakowa (oferowanych przez francuski BikeU).

Wypożyczanie rowerów w tym systemie krytykowane jest przede wszystkim z powodu ryzyka zaśmiecania miasta rowerami zostawianymi, gdzie popadnie. To może być skraj wąskiego przejścia dla pieszych albo środek chodnika, ale zdarzają się również rowery porzucone na trawniku, opierające się o drzwi do klatki schodowej czy sklepu, a nawet wyrzucone z mostu do rzeki (takie przypadki były Liverpoolu). Chodź rower bezstacyjny można „zaparkować w dowolnym miejscu”, nie oznacza to, że „wszędzie” i zdrowy rozsądek, albo przynajmniej jakieś elementarne zasady współżycia w mieście powinny wystarczyć, by tak się nie działo. Ale oczywiście znajdują się tacy, którzy tego nie rozumieją, choć porzucenie bezstacyjnego roweru niewiele się różni od, na przykład, wyrzucenia na środek chodnika starego telewizora.
Firmy oferujące bezstacyjne rowery deklarują, że edukują swoich klientów, aby odpowiedzialniej korzystali z rowerów, a po drugie usuwają źle zaparkowane rowery. Tylko że to nie jest takie proste, bo nie dzieje się natychmiast. Ktoś najpierw musi wychwycić taki przypadek, informacja musi trafić do operatora, a to zajmuje czas. Z pewnością wprowadzają jakiś chaos w mieście.
Tempo, w jakim systemy dockless bike sharing zdobywają rynek (szczególnie w Stanach) świadczy, że na razie ich zalety przeważają. Bezstacyjne rowery są nie tylko wygodne dla użytkowników, ale też łatwiejsze do wprowadzenia do miasta. Zajmuje to kilka dni, a nie miesiące. Nie wymagają też przeznaczania przez miasto powierzchni dla stacje dokujące oraz ich budowania. W efekcie są to tańsze systemy. Firmom opłaca się je wprowadzać bez miejskich dotacji. Dla przykładu na system Veturillo Warszwa wydaje około 10 mln złotych (w ramach tego użytkownicy dostają 20 minut darmowej jazdy), a Acro Bike działa bez jakiejkolwiek dotacji.


PRZECZYTAJ TAKŻE: