W Toronto postawili się sieciówkom

  • Data: 24 sierpnia 2017 ·
  • Autor: ·
W Toronto postawili się sieciówkom
Share

Gdy na początku tego roku zniknął kolejny bar z muzyką na żywo na słynnej Yonge Street w Toronto, bo musiał ustąpić miejsca sieci Shoppers Drug Mart, czara goryczy się przelała. Yonge Street była niegdyś sercem Toronto, centrum jego życia nocnego i rozrywki. A teraz zamieniała się w ulice z witrynami plastikowych sklepów, które wszędzie wyglądają tak samo.

To tutaj Bob Dylan po raz pierwszy usłyszał Levon and the Hawks, z którymi następnie wspólnie koncertował. Dziś z tego klimatu niewiele pozostało i na Yonge Street dominują wielkie sieci handlowe typu Nordstrom. „Gdy sieć tego rodzaju otwiera sklep, wygląda on dokładnie tak, jak w każdym innym miejscu na świecie, a to nie służy ulicy – przekonuje Mike Layton, radny z Toronto. – Toronto to miasto „wiosek” i zależy nam na tym, by podtrzymywać ich różnorodność. Jednym z pomysłów na zachowanie unikalnego charakteru ulic z lokalnym systemem usług i sklepów jest ograniczenie napływu sieciówek.”

W 2006 r. Nantucket w Massachusetts zakazało działalności sieci handlowych w centrum miasta. W 2015 r. Jersey City w stanie New Jersey ograniczyło ich obecność do 30% powierzchni handlowej w centrum.
Podobne kroki rozważa nowojorska dzielnica East Village. W San Francisco sformułowano specjalną kategorię sieci, które mają co najmniej 11 sklepów o tej samej estetyce, w rożnych miejscach na świecie. Część dzielnic miasta, jak Hayes Valley, tej kategorii obiektów sobie nie życzy.

Strategia wykluczenia sieci handlowych nie zawsze działa. Choć celem jest wrócenie ulic lokalnym
społecznościom, bywa że jak Hayes Valley, wypełniają się one drogimi butikami, na które nie stać okolicznych mieszkańców. Co więcej, rosnące ceny czynszu zmuszają ludzi do zmiany miejsca
zamieszkania.

Inna strategia polega na ograniczeniu powierzchni handlowej pojedynczego sklepu, co wyklucza
supermarkety. Takie podejście zaczęto stosować we Francji już w 1973 r., a w latach 90. również
w Wielkiej Brytanii. I w tym przypadku skutki okazały się mieszane: supermarkety zaczęły zapełniać
miasta niewielkimi dyskontami typu Carrefour Express, Tesco Express czy Tesco Metro. W 2011 r.
mieszkańcy brytyjskiego Bristolu protestowali przeciw otwarciu 32. z kolei sklepu Tesco w swoim
mieście.


PRZECZYTAJ TAKŻE: