Hipsterzy bronią Moskwy przed nowobogackimi

  • Data: 22 sierpnia 2017 ·
  • Autor: ·
Hipsterzy bronią Moskwy przed nowobogackimi
Share

W przepełnionej Moskwie spokój i cisza są jest rzadkim luksusem. Właśnie tym od kilku lat przyciągały moskwian Patriarsze Prudy, znany z powieści Michaiła Bułhakowa „Mistrz i Małgorzata” skwer z ogromnym stawem pośrodku, otoczony uroczą secesyjną architekturą. Do 1990 roku było to zwykłe miejsce, może z tą różnicą, że mieszkało tu trochę więcej artystów czy dziennikarzy doceniających jego urok. Potem zaczęli tu ściągać zamożni biznesmeni, wykupując podupadające mieszkania i kamienice. I kiedy wydawało się, że już nic nie powstrzyma tego miejsca przed gentryfikacją, pojawili się hipsterzy.

Najpierw było tu tylko kilka kafejek, potem zaroiło się od barów, klubów i modnych butików. Jednak im więcej atrakcji, tym tłumniej. Popularność Patriarszych Prudów staje się uciążliwa dla spragnionych nobliwej enklawy elit. Rozbrzmiewająca do rana muzyka, dźwięk tłuczonego szkła i wieczna impreza na ulicach nie mieszczą się w kosztownym pakiecie. Na pomoc wzywana jest policja, która wydała nawet – niespotykany w Moskwie – nakaz zamykania wielu barów i restauracji o godz. 22.00.

Rozbijająca się luksusowymi samochodami młodzież, grupki wystające pod barami to dla jednych „szarańcza”, jak ochrzczono bywalców Patriarszych Prudów w lifestylowym magazynie Afisha , dla innych – magnes. To jak kawałek Europy w sercu Rosji, jak londyńskie Hoxton, Primrose Hill i Knightsbridge razem wzięte – przekonuje brytyjski Guardian. Zimą robi się tu jeszcze bardziej bajkowo, na zamarzniętym stawie urządzana jest ślizgawka z muzyką i lampionami.

Ludzi nie stać na mieszkanie w tej okolicy, co nie znaczy, że nie mają prawa z niej korzystać. – Trudno się było spodziewać, że to miejsce pozostanie oazą spokoju – tłumaczy Jewgienij Asse, 70 letni architekt, który mieszka na Patriarszych Prudach od 1948 r. Zresztą wcale nie było nią w przeszłości, gdy okolicę wypełniały komunałki i roiło się w niej od chuliganów. Wysiedliwszy dawnych lokatorów, nowi mieszkańcy liczyli na to, że sami nadadzą jej charakter dzielnicy. Jak jednak widać, wybierając na dom staroświecki zakątek w centrum miasta, trudno spodziewać się prawa na wyłączność.


PRZECZYTAJ TAKŻE: