Skip to main content

Budownictwo zrównoważone kojarzy się przede wszystkim z osiedlami, które pozostają w przyjaznych relacjach ze środowiskiem. Domach pasywnych, gdzie ścieki przerabia się nie tylko na użytkową wodę, ale także biogaz np. zasilający autobusy wożące mieszkańców. Takie spojrzenie w znacznej mierze promują Skandynawowie o mocno ekologicznym podejściu. Niemniej istotne jest jednak traktowanie samego człowieka i jego komfortu życia, a to przecież on jest głównym bohaterem całego przedsięwzięcia. Na tym aspekcie zrównoważonego budownictwa koncentrują się Anglosasi, a ich pomysły są właśnie przeszczepiane na polski grunt.

Dobrze rozplanowane trasy dla pieszych, którymi w 5 – 10 minut dostać się można do każdego miejsca na osiedlu, ulice z uspokojonym ruchem i dobre zaplecze komercyjne, które pozwala nie tylko blisko domu zrobić zakupy, ale również znaleźć tu zatrudnienie. To podstawowe wymogi jakich oczekuje się od zrównoważonych osiedli. Jednym z ich fanów jest Książe Walii Karol. Następca brytyjskiej korony już dawno doszedł do przekonania, że współczesne budownictwo osłabia społecznego ducha i możliwość integrowania się mieszkańców. Stąd pomysł na stworzenie od podstaw tego typu zrównoważonego osiedla. Tak powstało Poundbury, miasto-dzielnica średniowiecznego Dorchester (hrabstwo Dorset na południowym-zachodzie Anglii). Całość zaplanował Léon Krier, jeden z propagatorów tzw. Nowego Urbanizmu, który wychodzi właśnie na przeciw oczekiwaniom księcia Karola – w swoich założeniach nawiązuje do starych założeń miast, gdzie zabudowa była bardziej zwarta i silniej zintegrowana. Na takich założeniach od trzech dekad tworzone jest właśnie Pounbury. Dziś na terenie obstawionym niezbyt wysokimi domami jest już 1,4 tyś. mieszkań. Jednocześnie powstało 2 tys. miejsc pracy. Co charakterystyczne miasto ma bardzo uspokojony ruch i to bez użycia znaków drogowych, ale odpowiedniego ukształtowania samych ulic – zarówno ich szerokości oraz prowadzenia jak i np. wprowadzenia niejednorodnej nawierzchni. Taka planowana niespójność, która uwidacznia się w dużym zróżnicowaniu samych domów czy też w nie zawsze prostych chodnikach, ma nadawać prawdziwość całemu założeniu – coś jak odzież vintage posiadające sztuczne defekt wprowadzane na etapie produkcji. Całość jest przemyślanym przedsięwzięciem, która ma stworzyć mieszkanie przyjemne dla ludzi, dobrze oddające naturalne procesy tworzenia wspólnot miejskich, jakie przez wieki działały w Europie.

Takie naśladownictwo przeszczepiane jest także na polski grunt. W duchu Poundbury oraz podobnych założeń tworzonych za oceanem podobne miasto Siewierz-Jeziorna powstaje na Śląsku (tuż przy trasie S1). O miasteczku Siewierz pierwszy raz głośno zrobiło się jeszcze w czasie nieruchomościowego boom’u w 2008 roku – miał to być projekt inny niż inne. Z ziemi wyrasta jednak dopiero dziś, bo cały proces przygotowania tak rozległego przedsięwzięcia jest bardzo pracochłonny: cała działka zajmuje 120 ha, ale pierwsza, centralna część obejmuje 44 ha. Wszystko zostało równie precyzyjnie zaplanowane jak w Poundbury – każdy deweloper przystępujący do budowy kolejnych domów wraz z umową otrzymuje rodzaj style-booka, który wyznacza normy w jakich ma się mieścić jego projekt (chodzi o uniknięcie problemów jakie miały miejsce np. w Miasteczku Wilanów, gdzie inwestorzy kompletnie zlekceważyli zamysł urbanistyczno-architektoniczny Guya Perry, który stworzył spójną koncepcję dzielnicy i jak się dało wykorzystywali możliwości oferowane przez miejscowy plan zagospodarowania). Siewierzowi bliżej do nowej urbanistyki w wydaniu amerykańskim niż samego Poundburry większy nacisk kładzie się tu bowiem na przestrzenie komercyjne – w sąsiedztwie ma powstać także duży park biurowy, który odseparuje osiedle od samej trasy S1. Więcej tu też przestrzeni zielonych – nie tylko idzie o duży 16 ha park, który prowadzi do jeziora i przystani, ale także małe skwery umieszczone między budynkami. Nie braknie zresztą rozwiązań techniczno-środowiskowych – wraz z miastem tworzony jest system przechwytywania deszczówki, która później będzie wykorzystywana m.in. do podlewania trawników, a w przyszłości, w sąsiedztwie ma także powstać biogazownia.

Projekt dopiero startuje, trudno dziś ocenić więc jego powodzenie. Twórcy Siewierz-Jeziorna liczą na efekt śnieżnej kuli. Zamieszkać na gołym gruncie nie jest wielką atrakcją. Kiedy jednak zaczną powstawać kolejne zabudowania i miasteczko okrzepnie z pewnością osiągnie efekt “innego niż inne” – na tle polskiego budownictwa odetnie się znacznie bardziej niż Poundbury na tle tego co budowane jest w Anglii, gdzie jednak wciąż dominuje stara, niska zabudowa. Wówczas zainteresowanie Ślązaków wymęczonych smutnym krajobrazem Katowic i okolic może istotnie wzrosnąć. Jeśli ten projekt zakończyłby się powodzeniem, podobne mogłyby wyrosnąć w innych miejscach kraju – we Wrocławiu tworzone jest już zrównoważone osiedle na Nowych Żernikach, gdzie stawia się jednak na większą ekologiczność i samowystarczalność energetyczną. W zależności od skali powodzenia z pewnością Siewierz może przy tym wpłynąć na ogólny standard budowy osiedli – potencjalni nabywcy mieszkań przekonają się bowiem, że daje się stawiać domy bardziej przyjazne mieszkańcom. Tym bardziej, że takie osiedla, gdzie technika nie odgrywa kluczowej roli (panele fotowoltaiczne etc.), koszt budowy jest zwykle ledwie 5 proc. wyższy niż w przypadku klasycznego przedsięwzięcia deweloperskiego – patrz tekst: Na piechotę miastem dla ludzi. W Siewierzu więcej kosztuje przygotowanie terenu i przestrzeń wspólna, ale za to działki wykorzystuje się efektywniej.