Skip to main content

Zaraza nie powstrzyma zielonej rewolucji

Pierwsze obawy wiązały się z tym, czy skażone koronawirusem Chiny dadzą radę dostarczyć odpowiednią ilość elementów trubin wiatrowych i paneli solarnych. Gdy kryzys z całą mocą rozwinął się w Europie i za oceanem. zaczęto z kolei snuć wątpliwości czy w czasie nieuchronnej recesji stać nas jeszcze na zieloną rewolucję – premier Czech, Andrej Babic wyraził nawet opinię, że w zaistniałej sytuacji UE powinna porzucić Green Deal. Aż pojawili się tacy, którzy przekonują, że to szansa na jeszcze bardziej zieloną gospodarkę.

Jako pierwsza taki punkt widzenia zaprezentowała Lynn Jurich, szefowa Sunrun, jednej z największych w USA firm zajmującej się instalacją paneli słonecznych. Kiedy Michael Weinstein, analityk Credit Suisse w połowie marca zapytał ją czy firma jest gotowa na recesję, szybko wytłumaczyła, że kryzys dla jej branży może być nawet ożywczy. „Co ciekawe, w wielu przypadkach panele słoneczne mogą być produktem antycyklicznym, bo dla gospodarstwa domowego to rozwiązanie oszczędnościowe. Jednym z powodów, dla których klienci nie decydują się przejść na energię słoneczną jest zwykła zwłoka. Nie są do tego zmuszeni. Kiedy jednak przychodzi moment, w którym oszczędzanie zyskuje na znaczeniu, może to być dobry powód na podjęcie decyzji o takiej inwestycji.” tłumaczy Lynn Jurich. Do tego, rzecz jasna, konieczne są odpowiednie narzędzia wsparcia – system tanich kredytów, a jeszcze lepiej dofinansowanie rządowe. A te działają już od dłuższego czasu.

Z pewnością czekają nas więc trudności w zaopatrzeniu w sprzęt – np. Siemens, drugi co do wielkości producent turbin, 18 marca zamknął fabrykę śmigieł do wiatraków, gdy jeden z pracowników okazał się zakażony koronawirusem. Odczuwamy już też spadek popytu na prąd, który zniechęca do nowych inwestycji. A jednak nawet w tym roku nie należy się spodziewać załamania – analitycy z Wood Mackenzie swoje prognozy przycięli z 78 do 73 GW nowych mocy, ale to i tak więcej niż było instalacji w minionym 2019 roku (62 GW). Są przy tym przekonani, że to, co nie zostanie zrealizowane w tym roku, przesunie się na kolejny – Niemcy, Francja i Irlandia już zapowiedziały, że sprolongują dofinansowanie każdemu, kto nie skończy inwestycji zaplanowanej na 2020 rok.

Mało kto pamięta, że podczas poprzedniego kryzysu finansowego prezydent Barack Obama właśnie zielone inwestycje uczynił jednym z kół zamachowych gospodarki, które miały sprowadzić USA na ścieżkę wzrostu i zwiększyć liczbę miejsc pracy – był to jeden z głównych powodów amerykańskiego boomu na energię słoneczną. Dziś branża energetyczna upatruje podobnej szansy. Dlatego chce aby w kolejnym pakiecie stymulacyjny kongres przyjął ulgi podatkowe na inwestycje w kolektory słoneczne oraz produkcję energii z wiatru. „Dokonanie korekt w istniejących ulgach podatkowych zapewni branży odpowiednią elastyczność, a budżet federalny nie poniesie z tego tytułu dodatkowych kosztów” – mówi Tom Kiernan, dyrektor generalny American Wind Energy Association. To właśnie relatywnie niewielkie obciążenie dla rządu oraz fakt, że chodzi o ochronę branży zatrudniającą 250 tys. osób daje szansę powodzenia.

Stymulujące dla zielonej energetyki może być nie tylko wsparcie państwa, ale także pieniądze prywatne. „Od 20 lat działam w tej branży i wiem, że infrastruktura – szczególnie nieskorelowana z cyklem gospodarczym, bezpośrednio lub pośrednio wspierana przez rząd i oferująca długoterminową wydajność – staje się bardziej atrakcyjna w okresie niepewności. Tak było też w poprzednich kryzysach. – mówi James Knight, partner w banku inwestycyjnym Augusta & Co. Energetyka odnawialna tak jak w zeszłej dekadzie może stać się więc zieloną wyspą i zieloną przystanią.


PRZECZYTAJ TAKŻE:

 

Jeszcze nie dodano komentarza!

Twój adres nie będzie widoczny publicznie.