Skip to main content

Przełowienie mórz i rosnący popyt na ryby sprawił, że naukowcy zaczęli pracę nad bardziej ekologiczną alternatywą dla ich mięsa. Idąc ścieżką wytyczoną już wcześniej przez laboratoryjne hodowle mięsa wołowego firma biotechnologiczna wspólnie ze startupem z branży agritech postanowiły drukować najbardziej zagrożone gatunki ryb. 

Aby tego dokonać izraelski Steakholder Foods, który już od lat drukuje wołowinę oraz singapurski Umami Meats sięgnęły po komórki zagrożonych i chronionych gatunków ryb. W połączeniu z komórkami roślinnymi staną się bazą do laboratoryjnej hodowli ich mięsa. Aby formować je w rybne filety odpowiadające tym prawdziwym wykorzystają biodruk 3D, stosowany już przy wołowinie. W tym przypadku chcą jednak stworzyć całą linię produkcyjną, z wieloma głowicami do drukowania, która cały proces uczyni bardziej masowym, a przez to opłacalnym.

Laboratoryjna hodowla mięsa pozwoli przy tym na dopracowanie jego smaku i tekstury, a także właściwości odżywczych, dostosowanych do odpowiedniej diety. Prace są na znacznie wcześniejszym etapie niż w przypadku tzw. czerwonego mięsa – m.in. dlatego, że o budowie ssaków naukowcy wiedzą znacznie więcej niż o rybach – ale już w kwietniu pojawiły się pierwsze hodowane w ten sposób ryby. Podobnie jak w przypadku wołowiny barierą pozostaje wysoki koszt produkcji.

W przypadku ryb parytet cenowy osiągnąć jednak znacznie łatwiej, bo to znacznie droższe mięso. Po latach pracy cenę laboratoratoryjnego steku wołowego sprowadzono do poziomu 100 dolarów za kg, co wciąż jest ceną bardzo odległą od rynkowej. W przypadku ryb w krótkim czasie udało się opanować koszty na poziomie 80 – 85 dolarów za kg węgorza, co odpowiada najwyższych hurtowym cenom japońskiego węgorza Unagi.

Istotą jest fakt, że duet Steakholder Foods i Umami Meats w pierwszym etapie działania skupiają się na najbardziej zagrożonych i najrzadszych gatunkach, które siłą rzeczy są najdroższe. Ich miłośnikom, gotowym płacić wysokie ceny, oferują więc ekologiczną alternatywę, dzięki której uchronią gatunki przed wyginięciem. Pytanie czy konsumenci pójdą na taki kompromis i zjedzą rybę nie pochodzącą z naturalnego środowiska. Ważne będzie dopracowanie smaku i tekstury, a że projekt ma szansę powodzenia świadczy fakt, że znalazł kolejnych naśladowców, takie startupy jak Finless Foods czy Bluu. 

/Fot: Steakholder Foods//

Jeszcze nie dodano komentarza!

Twój adres nie będzie widoczny publicznie.

Najpopularniejsze teksty

Beton bez cementu

Miesięczny bilet napędza kolej

Kopenhaga pełna osiedli z kontenerów

Elektryczne taksówki niebawem polecą

Biblioteki na kółkach

Koniec poczty lotniczej