Skip to main content

Większość ludzi, którzy liczą na znalezienie wolnego parasola na nagrzanej słońcem plaży dostaje szału, gdy okazuje się, że wszystkie miejsca, choć puste są już zajęte. W języku angielskim powstał nawet nawet specjalny termin beach-hoggers na określenie osób, które już nocą wymykają się na plażę, by zająć najlepsze miejsca. Włosi wydali wojnę takim zachowaniom – ”nielegalne” rezerwowanie publicznych leżaków i parasoli jest karane. W niektórych przypadkach w grę wchodzą wręcz mandaty, z reguły kończy się jednak na rekwizycji pozostawionych ręczników, kostiumów i innych akcesoriów kąpielowych. Utraconą w ten sposób własność można wprawdzie odzyskać, ale trzeba za to zapłacić 200 euro kary. Korzyści z ”zaklepanego” miejsca stają się więc wątpliwe.

Rozwiązanie może wydawać się radykalne, ale Włosi są zdesperowani. Wiele plaż jest własnością prywatną i dostęp do nich jest mocno ograniczony lub płatny. Tym ważniejsze więc, by plaże publiczne, takimi pozostały. Tymczasem zajmując leżak lub parasol na “później“, zawłaszczamy miejsca przeznaczone do wspólnego użytkowania.
Krytycy narzekają, że penalizowanie tego rodzaju zachowań oznacza marnowanie środków, które trzeba poświęcić na monitoring. Chodzi jednak nie tylko o pilnowanie parasoli i leżaków. Wprowadzony kilka lat temu we Włoszech plan “Bezpieczne morze“, ma na celu uporządkowanie wielu innych kwestii związanych ze wspólnym użytkowaniem plaż, począwszy od nielegalnego połowu ryb. poprzez śmiecenie i zanieczyszczanie wody, a skończywszy na nadmiernej szybkości wodnych pojazdów. Pojawiły się mandaty za niezachowanie standardów czystości i bezpieczeństwa na prywatnych plażach. Znikają sznury wykluczające pływaków z przestrzeni uzurpowanej przez windsurferów.

Jeszcze nie dodano komentarza!

Twój adres nie będzie widoczny publicznie.

Najpopularniejsze teksty

Kurnik wolnowybiegowy

ESG zmienia polski biznes

Paryż będzie cały dla rowerów

9 kroków do lepszego świata

Klopsiki dla natury