Skip to main content

Wiemy już, że najbliższe otoczenie, a więc architektura i organizacja życia w mieście ma ogromny wpływ na nasze samopoczucie. Naukowcy zajmujący się badaniem szczęścia przekonują również, że sami nie potrafimy często dokonać wyborów, które właściwie maksymalizowałyby poziom naszego zadowolenia. Wniosek: planiści i władze municypalne powinny wziąć sobie do serca troskę o taki kształt miast, byśmy dobrze się w nich czuli. Tak w każdym razie uważa Charles Montgomery, kanadyjski dziennikarz, autor książki „Miasto Szczęśliwe”. Klasyczny przykład sytuacji, gdy indywidualne decyzje z reguły zawodzą to kupno domu. Im większy – tym lepszy, nawet jeśli trzeba dojeżdżać z niego do pracy i z powrotem łącznie 3 godziny dziennie. A to często oznacza z kolei pobudki przed świtem, frustracje i czas marnowany w samochodzie oraz powroty o porze zbyt późnej, by mieć jeszcze na cokolwiek siłę i ochotę.

Montgomery cytuje badania, z których wynika, że im dłużej ludzie muszą dojeżdżać do pracy, tym mniej czują się szczęśliwi. I nie chodzi tylko o ich stosunek do codziennych przejazdów, ale ogólną ocenę jakości życia. Aby pomóc rozwiązać ten problem, miasta powinny uważnie rozwijać tereny położone stosunkowo blisko centrum.  Przede wszystkim chodzi o roślinność i bezpośrednie kontakty międzyludzkie. W badaniu prowadzonym dla nowojorskiego Muzeum Guggenheima, Montgomery prosił wolontariuszy, by – przy pomocy specjalnego elektronicznego urządzenia – odmierzali swój  poziom zadowolenia z życia, chodząc po Dolnym Manhattanie. Niemal wszyscy odnotowywali gwałtowny wzrost zadowolenia, gdy tylko znaleźli się w pobliżu zieleni. Wystarczyły niewielkie skwery. Kolejny podkreślany przez niego czynnik szczęścia to codzienne kontakty z ludźmi z sąsiedztwa.

Pisał o tym już Arystoteles, zachwalając greckie polis prawie 2,5 tys. lat temu. Teraz, w dobie nuklearnych rodzin, sprawa tylko zyskała na znaczeniu. Szczęśliwe miasto to dla Montgomery’ego miejsce, gdzie ludzie kilka razy dziennie chodzą ulicami po swojej okolicy, zagadując do napotkanych znajomych. Pogawędkom sprzyjają starannie zaplanowane przestrzenie publiczne, w tym parki. Rozrywce służą uliczne witryny sklepowe (przeciwstawione nijakim fasadom centrów handlowych z lat 80. i 90.)

Jeszcze nie dodano komentarza!

Twój adres nie będzie widoczny publicznie.

Najpopularniejsze teksty

W Kalifornii porzucają samochody spalinowe

Zielony wodór wisi w powietrzu

Zamieszkać na śródmiejskiej farmie

Baterie z pancerzy krabów i homarów

Szansa na wykorzystanie potencjału morskich fal

Burger z trocin