Skip to main content

W niedzielę wieczorem, w Tempe, w stanie Arizona o godzinie 22.00 została potrącona kobieta przechodząca przez ulicę. Informacja nie wzbudziła by większych kontrowersji, gdyby nie fakt, że potrącił ją autonomiczny Uber. Jak pisał New York Times, jest to pierwszy wypadek spowodowany przez samochód będący w trybie samodzielnym. Mimo że szef policji, Sylvia Moir, podkreślała, że kolizji byłoby ciężko uniknąć bez względu na tryb w jakim jechał samochód (autonomiczny, czy też nie), Uber i tak zawiesił testowanie tego rodzaju pojazdów w większości miast Tempe, Pittsburghu, San Francisco i Toronto.

Co roku w Stanach Zjednoczonych ginie na drogach około 40 tys. osób, a twórcy samochodów autonomicznych (technologii AV) obiecali zmniejszyć tę liczbę, ponieważ głównym celem autonomicznych samochodów jest wyeliminowanie błędu ludzkiego na drodze. Oczywiście wprowadzenie takich samochodów wymaga ustalenia nowych zasad dotyczących bezpieczeństwa, sposobów korzystania z drogi oraz wzajemnej odpowiedzialności poszczególnych uczestników ruchu drogowego. Część stanów zaczęła już nad tym pracować, ale akurat Arizona w kwestii regulacji procedur testowania AV jest dość bierna. Ludzie, dla których ważniejsze od biznesu jest bezpieczeństwo na drogach, zarzucają Stanowi umożliwianie testowania technologii AV w sytuacji istnienia luki prawnej, co jeszcze bardziej zniechęca do nowej technologii.

Zastanawiając się na tym jak potoczą się losy autonomicznych samochodów, warto przytoczyć historię z września 1899 roku, która miała miejsce w Nowym Jorku – Henry Hale Bliss, wychodząc z tramwaju został potrącony przez pierwszą taksówkę. Prasa wówczas również bardzo negatywnie wypowiadała się o samochodach, a taksówkarzowi zostały postawione zarzuty morderstwa. Jednak postępowanie umorzono, całość uznano za wypadek, a Henry Bliss został uznany za pierwszego zabitego przechodnia przez samochód w kraju.

W przypadku samochodów autonomicznych sprawa jest o tyle bardziej skomplikowana, że od dawna ta technologia budzi duży opór w społeczeństwie i każdy tego rodzaju wypadek będzie wykorzystywany przeciwko niej. Tym bardziej, że wprowadzenie samochodów AV na ulice naszych miast może okazać się zadaniem trudniejszym niż upowszechnienie samochodów ponad 100 lat temu, bo jest rozwiązaniem systemowym, na które wszyscy będą musieli się zgodzić. Korzyści związane z bezpieczeństwem tych pojazdów zależą od zaawansowania technologii, która – aby się rozwijać, musi być stale testowana, do czego potrzeba nie tylko odpowiednich przepisów, ale co ważniejsze społeczeństwo musi wyrazić na nią zgodę.

4 Replies to “Śmiertelny wypadek z udziałem Ubera może zaszkodzić przyszłości autonomicznych samochodów”

  1. Każda zmiana budzi opór. Mechanizacja, elektryfikacja, pojawienie się samochodów zawsze powodowała sprzeciwy, bo ktoś na tym tracił.
    Co do bezpieczeństwa, to samochody autonomiczne powodują mniej wypadków niż 'normalne’ (w przeliczeniu na ilość przejechanych kilometrów).
    Im będzie więcej samochodów autonomicznych, tym będzie bezpieczniej, bo najwiekszym zagrożeniem na drogach jest element ludzki. Samochód autonomiczny nie zmieni nagle pasa bez kierunkowskazu, nie zatrzyma się „bo tak”, nie przejedzie na 'późnym żółtym’ itd. Będzie mniej elementów losowych.
    A jak samochody zaczną pomiędzy sobą wymieniać informacje w czasie rzeczywistym….

    • Nie do końca, autonomiczne auta dosyć często przejeżdżają na czerwonym świetle. Mają też problem we mgle, systemy wizyjne obecnych pojazdów opierają się na świetle widzialnym. MIT już pochwaliło się systemem, który znakomicie radzi sobie we mgle. Te statystyki o rzekomym większym bezpieczeństwie aut autonomicznych można schować sobie w buty. Póki co te pojazdy są nadzorowane przez ludzi a i tak zdarzają się wypadki jak powyżej.
      Prawda, że propagacja danych między pojazdami może przynieść poprawę bezpieczeństwa kosztem mniejszej kontroli nad pojazdem przez kierowce. Należy też mieć na względzie luki bezpieczeństwa w oprogramowaniu tych pojazdów.

    • Masz rację, ale w tym przypadku zawalił Uber. Na wideo dostępnym w sieci widać, że czujniki nie wykryły / zignorowały tę kobietę.

      Jeśli w tej sytuacji mielibyśmy zwykły samochód i wg tamtejszych przepisów winny byłby jego kierowca to jest to dobry moment na zajęcie stanowiska przez wymiar sprawiedliwości.

      • Z tego co wiem ostatecznie za winną uznano tą kobietę.
        A co do wymiaru sprawiedliwości – póki co wymagany jest nadzór człowieka więc ostatecznie to on będzie odpowiedzialny za wszystko co zrobi maszyna. A jak to będzie wyglądało w przyszłości, kiedy kierownice poznikają z takich aut – ciekawa kwestia.

Twój adres nie będzie widoczny publicznie.

Najpopularniejsze teksty

Miasta będą pływać na wodzie

Koniec ze spalinowymi furgonetkami

Mała farma w każdym domu

SUVy zabijają elektromobilność

5 strategii zrównoważonego transportu

Kurnik wolnowybiegowy