Skip to main content

To jest ciekawy paradoks. Z jednej strony postęp technologiczny sprawił, że ​​możemy na bieżąco śledzić dostawę pizzy od momentu opuszczenia przez nią pieca, po zostawienie jej pod drzwiami naszego mieszkania, z drugiej  miliony ludzi korzystających z transportu publicznego wciąż są skazani na czekanie na przystankach, bez możliwości sprawdzenia, gdzie znajduje się ich pojazd komunikacji miejskiej. Obecnie tylko niewielka część budżetów miast przeznaczana jest na tego rodzaju innowacje, pokazując po części stosunek urzędników do transportu publicznego.

Tym bardziej, że technologia pozwalająca śledzić z poziomu telefonu interesujące pasażerów autobusy, tramwaje czy metro jest w zasięgu ręki. Jednak w większości miast na świecie wciąż brakuje rozsądnej polityki oraz mechanizmów finansowania, które zachęcałyby i umożliwiały dostęp do tych innowacji na dużą skalę. A jest to kluczowe, jeśli chcemy znacząco zwiększyć mobilność oraz zmienić mix transportowy w miastach, zachęcając do porzucania jazdy samochodem, na rzecz środków komunikacji miejskiej. I nie chodzi tu tylko o walkę ze zmianami klimatycznymi oraz czystsze powietrze (i mniejsza ilość smogu), ale  zwiększenie dostępu do komunikacji miejskiej pozwala wyrównywać szanse między ubogimi i zamożnymi mieszkańcami miast oraz pozytywnie wpływa rozwój gospodarczy danych metropolii. 

Fto: Solaris

Na przykład tylko 11% osób mieszkających w hrabstwie Allegheny w Pensylwanii (przedmieścia Pittsburgha) ma dostęp do ofert pracy, znajdujących się w zasięgu mniej niż 60 minutowej podróży środkami transportu publicznego. Alternatywą pozostaje prywatny, który dla wielu – ze względu na koszty – nie jest rozwiązaniem, będąc raczej źródłem rosnącego zadłużenia. A nawet jeśli nas na niego stać to bez względu jak staramy się być zieloni, do pracy dostać się musimy przyczyniając się do emitowania zanieczyszczeń oraz korkowania miasta. Nie ma wyjścia, bez tańszego, wygodniejszego i bardziej przyjaznego środowisku transportu publicznego nie zdołamy odbudować szybko gospodarki po pandemii, nie usuniemy nierówności systemowych oraz nie stawimy czoła zmianom klimatycznym.

Inteligentniejsze sieci tranzytowe nie są żadną przyszłością, technologia dostępna jest tu i teraz, trzeba tylko wdrożyć odpowiednie rozwiązania (co wymaga nie tylko funduszów, ale też przestawienia myślenia urzędników, na bardziej innowacyjne). Tylko w ten sposób zbudujemy bezpieczniejsze ulice oraz uruchomimy bardziej elastyczne usługi usprawniające  przemieszczanie się po mieście.

Jeszcze nie dodano komentarza!

Twój adres nie będzie widoczny publicznie.

Najpopularniejsze teksty

Mała farma w każdym domu

SUVy zabijają elektromobilność

5 strategii zrównoważonego transportu

Kurnik wolnowybiegowy

ESG zmienia polski biznes

Paryż będzie cały dla rowerów