Skip to main content

Rosnące ceny paliw tylko ożywiły dyskusje na temat końca samochodów spalinowych. Kluczową przyczyną oczywiście wciąż pozostaje ograniczenie emisji CO2, ale droga benzyna może sprawić, że odejście od tradycyjnych aut może okazać się prostsza. Na przykład w Kalifornii, od 2035 r. ma nie być już sprzedawane pojazdy z silnikami benzynowymi i silnikami Diesla. Ten amerykański stan wpisuje się tym działaniem w globalny trend.   

Stan Kalifornia to największy rynek samochodowy w USA. Po tej dacie będą mogły być sprzedawane nowe samochody nie emitujące spalin. Łatwo nie będzie, bo na ten stan przypada 11% sprzedaży samochodów w USA. Gdyby oddzielić go od USA, gospodarka Kalifornii byłaby jedną z największych na Świecie. Jak by tego było mało, i inne stany też szykują się do wyznaczenia daty śmierci „spaliniarzy”. Jeszcze bardziej zaawansowana jets Europa. I tak Norwegia nie chce żadnych nowych samochodów spalinowych już od 2025 r., Francja uczyni ten krok w 2040, w Wielkiej Brytanii miało być tak samo, ale zgodnie z nowym planem „zielonej rewolucji przemysłowej” stanie się to 10 lat szybciej (pięć lat dłużej będzie można sprzedawać hybrydy). Unia Europejska chce do 2050 stać się neutralna dla klimatu. By się to stało, ostatni osobowy „spalinowiec” (przyjmując jego 10-letni żywot) musi opuścić fabrykę do 2040, ale Bruksela liczy, że na poziomie Zjednoczonej Europy uda się to zrobić pięć lat wcześniej.

Zresztą na producentach aut od dawna są wymuszane coraz surowszymi normy emisji CO2 , które i tak są ciągle zaostrzone. Do 2030 średnia emisja CO2 (dla wszystkich wytwarzanych przez danego producenta  modeli) miała się zmniejszyć o 37,5%. Potem norma został podniesiona do 50%.  

 

           

 

Jeszcze nie dodano komentarza!

Twój adres nie będzie widoczny publicznie.