Skip to main content

Od pola do stołu

Tekst pochodzi z raportu Greenbook 2023

Trend do żywienia się produktami lokalnymi przybiera na sile. Z jednej strony zyskuje zwolenników, bo coraz bardziej interesujemy się tym, skąd pochodzi nasze jedzenie. Z drugiej, strategia „od pola do stołu” została wpisana jako kluczowe działania w ramach europejskiego zielonego ładu. Ma pomóc w przejściu na bardziej zrównoważony model żywienia i przyczynić się do osiągnięcia neutralności klimatycznej.

Według badania opublikowanego w tygodniku Nature, transport żywności i produktów spożywczych ma znacznie większy udział w emisji dwutlenku węgla niż dotychczas sądzono. Problem polegał na tym, że większość szacunków ograniczała się do wyliczenia wpływu na środowisko transportu pojedynczych produktów, np. batona czekoladowego, pomijając ruch ciężarówek, statków i samolotów, dostarczających składniki niezbędne do produkcji tego batonika. Zespół kierowany przez Mengyu Li z Uniwersytetu w Sydney zgromadził dane z 74 krajów i regionów, szczegółowo badając szlaki poszczególnych produktów. Wyszło, że w 2017 roku transport żywności wyemitował 3 Gt CO2 – 7,5 razy więcej niż dotychczas przypuszczano.

Te problemy rozumieją też konsumenci, którzy mają świadomość, że żywność lokalna jest produktem premium. Według Nielsena, 70 proc. z nich twierdzi, że jest gotowa zapłacić za taki produkt więcej. Efekty widać już m.in. w amerykańskich sklepach Whole Foods, gdzie około 25 proc. sprzedawanych produktów pochodzi z lokalnych gospodarstw. Sieć w każdym regionie stworzyła kilkunastoosobowe zespoły pełnoetatowych „zbieraczy”, szukających nowych lokalnych produktów.

Według badania przeprowadzonego przez Nielsena, 46 proc. Amerykanów traktuje priorytetowo kupowanie produktów lokalnych. Wykorzystać to starają się firmy gastronomiczne, które nie tylko zaopatrują się u lokalnych dostawców, ale też same prowadzą uprawy, by dostarczać maksymalnie świeże produkty. Poszczególni kucharze idą jeszcze dalej. Carsten Kyster, założyciel Shades of Green, zachęca gości, by sami zrywali warzywa, owoce i zioła z miejscowego ogródka, z których później kucharz przygotowuje jedzenie. A David Murphy z Shuggie’s Trash Pie serwuje potrawy z lokalnie pozyskiwanych produktów, które w innym przypadku zmarnowałyby się, bo rolnicy nie mogąc ich sprzedać, utylizowaliby je.

Jeszcze nie dodano komentarza!

Twój adres nie będzie widoczny publicznie.

Najpopularniejsze teksty

Beton bez cementu

Miesięczny bilet napędza kolej

Kopenhaga pełna osiedli z kontenerów

Elektryczne taksówki niebawem polecą

Biblioteki na kółkach

Koniec poczty lotniczej