Skip to main content

Pablo Escobar i jego kartel krwawo walczący z rządem – przez lata tylko te dwie rzeczy kojarzyły się z Medellin. Od bardzo dawna władze drugiego co do wielkości miasta Kolumbii starają się zdjąć z tego miejsca odium przestępczości. Z najbardziej niebezpiecznego staje się jednym z najnowocześniejszych miast na świecie.

Społeczny Urbanizm: tak model rozwoju Medellin nazywają dziś specjaliści. Ból i cierpienie w okaleczonym mieście wywołało ogromną dawkę współczucia. W 1991 roku zginęło tu 380 osób na 100 tys. mieszkańców (np. w Toronto jest to 1,34), a gangsterzy płacili dzieciom za mordowanie policjantów. Współczucie udało się przekuć na cały zestaw projektów nakierowanych na najbardziej potrzebujących i wykluczonych mieszkańców.

Motorem zmian stał się Sergio Fajardo, który objął urząd burmistrza w 2003 roku. Do współpracy zaprosił jednocześnie biznes i społeczników.
Najbardziej widocznym przejawem zmian było stworzenie kolejki linowej. I nie chodziło tu o atrakcję turystyczną. Medellin położone jest na stokach Andów. Im bardziej w górę i dalej od centrum, tym tworzą się biedniejsze dzielnice, komunikacyjnie całkiem odseparowane od reszty miasta. To właśnie na tych stromych alejkach swoje szańce wznosili żołnierze Escobara.
Po rozbiciu kartelu władze postanowiły przyciągnąć biedne dzielnice. Zaczęto sprowadzać mieszkańców na dół. Fajardo uznał, że lepszym pomysłem będzie połączenie ich z resztą miasta. W zastałych warunkach topograficzno-urbanistycznych kolejkę linową uznano za najlepsze rozwiązanie. Pierwsza linia Metrocable powstała w 2004 roku. Od tego czasu gondole zwożą mieszkańców z góry i wysadzają przy stacjach metra.
“W projekcie genialne jest to, że integruje ubogich z resztą społeczności – ułatwia im dostęp do pracy i wielu innych aktywność. Nikt wcześniej nie dokonał czegoś takiego”, mówi Julio Dávila, planista z University College London.

W Medellin bardzo mocno postawiono na rozwój edukacji. W ciągu dekady zbudowano 120 szkół. Bardziej spektakularny charakter mają jednak tzw. parki-biblioteki. Wystawiono ich tutaj dziewięć i mają pełnić rolę dydaktyczno-socjalizującą. To całkiem nowa jakość w mieście. Ważna była też klasa projektów architektonicznych. Dobry design nie tylko zaczął przyciągać mieszkańców, ale także budzić w nich poczucie dumy: w ich mieście powstają projekty unikatowe na skalę światową. “Nasze najpiękniejsze budynki muszą znaleźć się w najbiedniejszych dzielnicach” stało się hasłem Sergio Fajardo.
Biblioteki otoczone zielenią nie raz były pierwszym bezpiecznym przystankiem w okolicy. To jednak rodziło pułapkę tworzenia azylu oderwanego od otoczenia. “Jednym z czynników sukcesu Medellin jest to, że nie mamy do czynienia z wyizolowanymi projektami”, mówi Alejandro Echeverri, były szef planistów, który parki-biblioteki traktował jako rozsiewniki nowego sposobu tworzenia miasta. Modernizować zaczął ulicę za ulicą – sadził nowe drzewa, remontował szkoły, etc. To koncepcja nazwana Proyectos Urbanos Integrales, czyli zintegrowane planowanie urbanistyczne, polegające na prowadzeniu zmian w szerszym kontekście, obejmujących całe obszary miasta.

Skala działań zrobiła się tak duża, że w pewnym momencie mieszkańcy zaczęli wierzyć, że da się zmienić miasto i lepiej żyć. Sami zaczęli włączać się w jego tworzenie, a budżet partycypacyjny objął 5 proc. wszystkich miejskich wydatków. Zaczęły się konsultacje społeczne związane z kolejnymi projektami. Biednych mieszkańców promowano do miejskich rad, wolontariat upowszechnił się wśród młodych ludzi i nawet graficiarze, stojący w opozycji do władzy, zaczęli tworzyć kolorowe ulice, którymi oprowadzają turystów. Co może być zaskakujące dla dawnego miasta bezprawia, turystyka stała się jedną z priorytetowych branż, które władze chcą rozwijać. Obok nich jest m.in. medycyna, energetyka i technologie. Pierwsze sukcesy już się zresztą pojawiły – parę lat temu swoją siedzibę na rejon Ameryki Południowej umieścił tu Helwett-Packard.


PRZECZYTAJ TAKŻE:

W WIEDNIU POWSTAJE DZIELNICA DWORCOWA KING’S CROSS: NOWE, LEPSZE OBLICZE LONDYNU
W PROJEKTACH POLSKICH MIAST CORAZ WIĘCEJ DRZEW I LUDZI