Skip to main content

Nawet w najmniej ciekawych sytuacjach można znaleźć pozytywne aspekty. Tak jest też w przypadku epidemii koronawirusa. Na każdym kroku likwiduje się konieczność dotykania. W metrze przyciski przy drzwiach są pozaklejane, paczkomaty można otwierać bez dotykania ekranu, no i piesi mają coś dla siebie: nie trzeba już dotykać przycisków na przejściach, aby zmieniło się światło. Sporo osób ma nadzieje, że taka zmiana zostanie z nami na dłużej.

W samej Warszawie z biegiem czasu sytuacja poprawia się o tyle, że coraz więcej jest tzw. sygnalizacji adaptacyjnej, dostosowującej długość zielonego do natężenia ruchu (w listopadzie 2018 roku już 500 z 800 sygnalizacji było w nie wyposażone). Wyposażone w czujniki (wideo, termowizyjne lub radarowe) wykrywają czy do przejścia zbliża się pieszy i do sterownika sygnalizacji wysyła polecenie zmiany świateł. Przy pozostałych wciąż trzeba zachować czujność i wcisnąć przycisk, prosząc tym samym o zielone. Dlatego właśnie Amerykanie takie urządzenia nazywają „beg button”, czyli „przycisk błagania” i uznają je za rodzaj dyskryminacji pieszych.

Niechęć do nich za oceanem zrobiła się na tyle duża, a rzeczywista potrzeba na tyle ograniczona, że w wielu miastach zaczęto je wyłączać, zdając się na automatyczną zmianę świateł bez konieczności wciskania czegokolwiek i bez instalacji specjalnych czujników, które zmianę świateł uczyniłyby inteligentniejszą. Epidemia koronawirusa wymusiła przeprowadzenie tego typu akcji na całym świecie, aby pieszym zaoszczędzić jeszcze jednego punktu styku. Dołączyły do niej także polskie miasta, które także zdały sięna automatyczną zmianę świateł.

Piesi zasmakowali większego komfortu i już teraz postulują, aby tak pozostało już na dłużej. Dziś sytuację z pewnością ułatwia zmniejszony ruch na drogach, niemniej nawet po zażegnaniu obecnej fali epidemii mało kto spodziewa się nagłego powrotu do przepływów ludzi i aut jeszcze sprzed kilku tygodni. Unikanie dodatkowych punktów styku też pewnie stanie się nowym standardem. Stąd nadzieja, że wyłączenie „beg buttonów” się przeciągnie. Miasto zyska więc nieco czasu na zwiększenie liczby sygnalizacji adaptacyjnych, których instalacja w obecnych warunkach także przecież powinna stać się zadaniem priorytetowym.

/Fot: Jinho Lee Pixabay//


PRZECZYTAJ TAKŻE:

Jeszcze nie dodano komentarza!

Twój adres nie będzie widoczny publicznie.

Najpopularniejsze teksty

Zielony wodór wisi w powietrzu

Baterie z pancerzy krabów i homarów

Zamieszkać na śródmiejskiej farmie

Szansa na wykorzystanie potencjału morskich fal

Burger z trocin