Skip to main content

Włosi do 2025 roku chcą całkowicie zrezygnować z energii pozyskiwanej z węgla. Taką deklarację złożył Carlo Calenda, minister rozwoju gospodarczego. I nie będzie to droga na skróty z użyciem elektrowni atomowych, bo takich na półwyspie Apenińskim nie ma – w 1987 roku zdecydowali o tym sami obywatele głosujący w referendum. Szef Enel, lokalnego potentata branżowego, już zadeklarował, że nie będzie nowych inwestycji w bloki węglowe.

Tak jednoznaczna deklaracja oznacza, że w ciągu ośmiu lat kraj będzie musiał uzupełnić 15 proc. mocy energetycznych, które dziś zabezpieczają elektrownie węglowe. Najprostszym rozwiązaniem byłoby uruchomienie większej ilości elektrowni gazowych. Dziś to jednak najważniejsze źródło prądu, odpowiadające za około jedną trzecią produkcji prądu. Dalsze inwestycje w tego typu jednostki zaburzą dywersyfikację źródeł energii i zanadto uzależnią Włochów od jednego surowca, który w dodatku jest importowany.

W tej sytuacji chcą postawić na rozwój energii odnawialnej, która już dziś zapewnia Włochom 38 proc. prądu. Głównie są to elektrownie wodne, których rozwój ma naturalne ograniczenia i ostatnio raczej zmniejsza swoje znaczenie (w latach 2014 – 2015 jego udział spadł z 21 do 16 proc.). Pozostaje więc wiatr, a przede wszystkim słońce. Te źródła bardzo szybko zaczęły rozwijać się w pierwszej połowie tej dekady, ale ze względu na spadek popytu na energię, inwestycje te ostatnio nieco przystopowały.

Teraz znów będą miały powód do wzrostu. Minister Calenda już dziś zwrócił się z prośbą do krajowego operatora sieci przesyłowej o przygotowanie się na całkiem nowy model zasilania, uwzględniający znacznie większą ilość odnawialnych, mniej stabilnych źródeł prądu.


PRZECZYTAJ TAKŻE:

Jeszcze nie dodano komentarza!

Twój adres nie będzie widoczny publicznie.