Skip to main content

Kilka lat temu naukowcy z Cornell University wyliczyli, że niechęć do chodzenia co roku kosztuje Amerykanów 190 mld dolarów w dodatkowych wydatkach na opiekę zdrowotną. Konsekwencją utrwalenia modelu społeczeństwa zmotoryzowanego jest nie tylko problem z kondycją i zdrowiem fizycznym. Porzucenie auta na rzecz innych form komunikacji – od własnych nóg, przez rower, a na transporcie publicznym kończąc, wpływa też na zdrowie psychiczne.

Niedawno pisaliśmy o tego typu badaniach przeprowadzonych w Turynie, gdzie wykazano, że dobry transport publiczny ma wpływ na zmniejszenie depresyjności mieszkańców. Podobnych badań jest więcej. I tak na Uniwerystecie w Kopenhadze jakiś czas temu odkryto, że na dobre wyniki testów uczniów większy wpływ ma to, czy chodzą, jeżdżą na rowerze, czy dojeżdżają samochodem,  niż np. to co jedzą na śniadanie lub lunch. Piesi wypadli najlepiej. Podobne rezultaty, tyle że w starszej grupie wiekowej, otrzymano na wydziale zdrowia publicznego w londyńskim University College. Okazało się, że ćwiczenia fizyczne i aktywny wypoczynek osób w wieku 36 lat miał istotny wpływ na to, jak pomiędzy 43 a 53 rokiem zmniejszyła się ich zdolność zapamiętywania.

Potwierdziły to prace amerykańskich naukowców, m.in. z Harvard School of Public Health, którzy udowodnili że starsze kobiety, które w ciągu tygodnia chodzą co najmniej 1,5 godziny, wykazują się większą uwagą, lepszą pamięcią i sposobem rozumowaniem, umiejętnością osądu, rozwiązywania problemów i podejmowanie decyzji, niż ich rówieśniczki spacerujące mniej niż 40 minut.
Co więcej American Public Transportation Association wykazało, że zbawienny wpływ ma nawet korzystanie z transportu publicznego. Przede wszystkim obniża poziom stresu.

Podobnie jest z jazdą na rowerze. Regularne pedałowanie zmniejsza ryzyko wystąpienia Alzheimera, depresji, Parkinsona, ADHD i w ogóle czyni ludzi szczęśliwszymi.


PRZECZYTAJ TAKŻE:

GRONINGEN: OPOWIEŚĆ O CICHYM MIEŚCIE PEŁNYM ROWERÓW MIASTA POLICENTRYCZNE PRACA WRACA DO CENTRUM