Nadbudowa osiedli jako lek na mieszkaniowy kryzys

  • Data: 9 października 2018 ·
  • Autor: ·
  • Komentarze: 0
Nadbudowa osiedli jako lek na mieszkaniowy kryzys
Share

Najpierw Londyn, później San Francisco, a teraz Berlin. Metropolie przeżywające największy boom nieruchomościowy, gdzie popyt na mieszkania jest ogromny, a z podażą coraz trudniej nadążyć, widzą rozwiązanie w nadbudowywaniu istniejących budynków.

W Londynie najpierw zaproponowano, aby budynkom publicznym dodawać pięter, w których można by tanio wynajmować mieszkania. Później Knight Frank wziął się za wyliczenie jak wiele nowych lokali miasto zyska, jeśli zagospodaruje się wszystkie możliwe do zabudowy dachy – wyszło, że 41 tys. W San Francisco z kolei wprowadzono nawet specjalny system pozwoleń na nadbudowę dwóch pięter, o ile jedno z nich przeznaczy się na mieszkania przystępne cenowo.

W ostatnich latach w podobnej sytuacji znalazł się Berlin, gdzie napływ nie tylko Niemców, ale także Europejczyków, a nawet Amerykanów parokrotnie zwiększył ceny mieszkań, jednocześnie ograniczając ich dostępność. W tej sytuacji także senat niemieckiej stolicy poważnie pomyślał o podwyższeniu zabudowy. Na celownik nie wziął jednak śródmiejskich kamienic, ale bloki mieszkalne budowane z prefabrykatów. To rzecz jasna przede wszystkim dziedzictwo urbanistyczne NRD, znajdujące się we Wschodnim Berlinie. Coś, czego w Londynie i San Francisco nie mają, a przynajmniej nie na tą skalę.

Za podwyższenie tych właśnie bloków mieszkalnych przemawia kilka istotnych przesłanek. Po pierwsze jest ich bardzo dużo i są duże – szerokie oraz długie – co od razu gwarantuje duży potencjał „nowych” terenów budowlanych szacowany na 320 tys. mkw. Po drugie mają płaskie dachy, które najłatwiej jest nadbudowywać. Po trzecie są zazwyczaj odsunięte od ulicy i porozrzucane po podwórkach, co powoduje, że problem większego zacienienia w przypadku budynków podniesionych z czterech do sześciu pięter nie będzie zbyt wielki.

Estetyce i tak kontrowersyjnych osiedli to nie pomoże, ale kluczowe są tu kwestie praktyczne. Senacki Departament Rozwoju Miast ich potencjał szacuje na dodatkowych 50 tys. mieszkań.

/Fot: Sascha Kohlmann//


PRZECZYTAJ TAKŻE:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.