Skip to main content

Typowanie zawodów, które będą miały wzięcie w przyszłość, to przejaw nieszablonowego myślenia o tym, co za parę lat będzie ważne. Taką umiejętnością wykazali się futuryści Graeme Codrington oraz Joe Tankersley odpowiadając na pytania magazynu FastCompany.

Z jednej strony starali się nadążyć za przemianami społecznymi. Starzenie się społeczeństwa przekonuje ich do tego, że za kilka lat wzrośnie nie tylko zapotrzebowanie na doradców personalnych, którzy zaplanują karierę seniorom, ale także tzw. End-of-Life Plannerów. Do ich obowiązków ma należeć m.in. planowanie pogrzebów. „Będą one jeszcze lepiej dopracowane niż ceremonie ślubne”, przekonuje Tankersley, według którego sporo zmienić może też upowszechnienie eutanazji.

Będą też zawody mniej przygnębiające, jak np. Triber, czyli specjalista od relacji interpersonalnych, który ma zadbać, aby w zbieranym ad hoc zespole profesjonalistów (pracującym czasowo na rzecz jakiegoś klienta, np. korporacji) tryby zaskoczyły i współpraca poszła bez problemów.
Według Tankersley sporo wniosą też zmiany jakie zajdą w miastach – m.in. wprowadzenie do nich tak tradycyjnie anty-miejskich przedsięwzięć jak uprawa warzyw (zarówno z powodu samego zapotrzebowania na żywność, jak i upowszechnienia się postaw pro-ekologicznych). Na jeden z zawodów XXI wieku typuje więc miejskiego farmera. Będzie on dbał zarówno o ogródki dużych firm, które gdzieś koło pracowniczej kuchni zorganizują mini-farmę, jak i ogródki osób prywatnych, które chętnie będą się edukować.
Radykalnej zmianie ma ulec za to tzw. Złota Rączka, czyli majster od wszystkiego, który zarówno rurę naprawi, jak i kołek wkręci w ścianę. Teraz tego typu technicy będą musieli opanować mowę maszyn. Nauczyć się żyć w świecie Internetu Rzeczy, naprawiając konfigurację urządzeń, albo dołączając kolejne maszyny.


PRZECZYTAJ TAKŻE:

Jeszcze nie dodano komentarza!

Twój adres nie będzie widoczny publicznie.