Skip to main content

Nowy wyścig kosmiczny zamienia atmosferę Ziemi w „krematorium dla satelitów”, co niesie poważne konsekwencje dla klimatu, warstwy ozonowej i bezpieczeństwa ludzi – na łamach The Conversation ostrzegają specjaliści od chemii atmosfery i astronomii z University of Canterbury oraz University of Regina

Na orbicie krąży już blisko 15 000 aktywnych satelitów, z których większość należy do tzw. megakonstelacji. Każdy z nich działa zaledwie kilka lat, po czym operatorzy celowo sprowadzają go z orbity, by spłonął w górnych warstwach atmosfery — w procesie zwanym „demisability”. Satelity stały się de facto produktami jednorazowego użytku.

Skala problemu gwałtownie rośnie. SpaceX złożył wniosek do amerykańskiej Federalnej Komisji Łączności (FCC) o zgodę na wystrzelenie miliona dodatkowych satelitów przeznaczonych dla eksperymentalnych „centrów danych AI”. Nie chodzi tylko o samą liczbę — satelity Starlink V2 „mini” ważą ok. 800 kg (tyle co małe auto), a kolejne wersje mają osiągnąć 1250 kg. Planowane satelity V3 będą porównywalne rozmiarem do Boeinga 737.

Starty rakiet już dziś przyczyniają się do zmian klimatu i niszczenia warstwy ozonowej. Wysyłanie na orbitę miliona satelitów wielkości samolotów pchnęłoby nagrzewanie górnej atmosfery i ubytki ozonu daleko poza dotychczasowe szacunki, a ciągłe spalanie wycofywanych satelitów potęgowałoby te efekty.

Już teraz widać pierwsze sygnały alarmowe. W 2023 r. naukowcy badający aerozole w górnej atmosferze wykryli metale pochodzące ze spalonych statków kosmicznych, a niedawno zidentyfikowano lit z niekontrolowanego powrotu rakiety Falcon 9. Pył z satelitów — drobniejszy od ludzkiego włosa — może unosić się w atmosferze latami, pogłębiając degradację ozonu i zmiany klimatyczne. Naukowcy szacują, że milion satelitów mógłby wprowadzić do górnej atmosfery miliard kilogramów tlenku glinu (aluminy) — wystarczająco, by radykalnie zmienić chemię atmosfery w sposób, którego jeszcze nie rozumiemy.

Żadna firma ani żaden kraj nie posiada mandatu publicznego do dokonywania zmian atmosferycznych na taką skalę.

Zagrożenia wykraczają poza atmosferę. Nie wszystkie satelity spalają się w całości — odłamki już spadają na ziemię, a ryzyko ofiar wśród ludzi z powodu niekontrolowanych powrotów megakonstelacji sięga ok. 40% w cyklu pięcioletnim. Na orbicie z kolei zbliżamy się do syndromu Kesslera — kaskadowej reakcji łańcuchowej kolizji, która mogłaby uczynić niską orbitę nieużywalną na dziesięciolecia. Gdyby satelity przestały unikać nawzajem swoich torów, do kolizji dochodziłoby co 3,8 dnia.

Te kawałki rozdrobnionych gruzu, które pochodziły z jednorazowego modułu bagażnika przymocowanego do jednego ze statków kosmicznych SpaceX Dragon, spadły na pola uprawne w Saskatchewan w Kanadzie w kwietniu 2024 roku. Samantha Lawler, CC BY-NC

Megakonstelacje zagrażają też astronomii i obserwacji nieba — tysiące jasnych satelitów byłoby widocznych gołym okiem w każdym miejscu na Ziemi.

Autorzy apelują o globalną regulację, obejmującą zdefiniowanie bezpiecznej pojemności atmosfery dla startów i powrotów satelitów oraz pełne oceny oddziaływania na środowisko przez cały cykl życia satelity. Jako największy operator, SpaceX powinien przejąć wiodącą rolę w budowaniu zrównoważonego modelu — podobnie jak firma DuPont zrobiła to przy wycofywaniu freonów (CFC) w latach 80. Wykorzystywanie atmosfery jako krematorium dla satelitów na tę skalę nie może być rozwiązaniem.

/Fot: Planet Volumes for Unsplash+//