Skip to main content

Matecznik największych koncernów motoryzacyjnych ma na koncie wiele porażek. Zdegradowane centrum, cały wieniec miejskich autostrad, które wywiały ludzi na obrzeża, a na końcu ogromną depopulację: od 2000 do 2010 roku liczba mieszkańców w mieście skurczyła się o 25 proc. Paradoksalnie w mieście Forda i GM, dziś jednym z niewielu pozytywnych zjawisk jest szybko rosnąca popularność rowerów.

Na dwóch kółkach wciąż porusza się to garstka – około 1 proc. mieszkańców – ale przyrosty są duże. W ciągu przeszło dekady liczba rowerzystów wzrosła aż czterokrotnie. Nie zdarzyłoby się to bez sporego zaangażowania ratusza, który w tym czasie otworzył 170 mil dróg rowerowych.

Powolne przesuwanie miasta z czterech do dwóch kółek zaczął zmieniać sposób myślenia mieszkańców. Nie chodzi już o samą infrastrukturę. W Detroit powstają całe sąsiedztwa organizowane z myślą o przemieszaniu się rowerami. Odbywa się tu także kilkanaście dużych imprez rowerowych i działa tyle samo klubów dla cyklistów.

W Detroit powracają do tradycji produkcji rowerów, która w XX wieku została przyćmiona przez Forda i resztę. Działają tu znane w całym kraju zakłady, takie jak Detroit Bicycle Company, a przede wszystkim Detroit Bikes, którego produkcja sięga 100 pojazdów dziennie, zaopatrując m.in. systemy bike-sharingowe.

David Byrne, były lider Talking Heads, który dziś jest jednym z czołowych promotorów jazdy na rowerze, przekonuje, że Detroit to jedno z ośmiu najbardziej rowerowych miast świata.

/Fot: Mode Shift//


PRZECZYTAJ TAKŻE:

Jeszcze nie dodano komentarza!

Twój adres nie będzie widoczny publicznie.