Skip to main content

Autobusy, które widzą w martwym polu

Burmistrz Londynu Boris Johnson to zapalony rowerzysta. Nic dziwnego, że szczególnie leży mu na sercu bezpieczeństwo innych niż kierowcy użytkowników dróg. Stąd m.in. pojawił się pomysł na instalowanie w ciężarówkach i autobusach wizjera w drzwiach, dzięki któremu siedzący wysoko kierowca może dostrzec jadącego obok rowerzystę.

Teraz londyńskie piętrusy mają jeszcze bardziej uważać na przechodniów i jadących na rowerze, tym razem za sprawą udoskonaleń technologicznych. Miasto pracuje bowiem nad wdrożeniem czujników, które monitorowałyby bezpośrednie sąsiedztwo autobusu, szczególnie obszar tzw. martwego pola, gdzie kierowca ma ograniczoną możliwość zauważenia pieszych czy rowerzystów.
Szczegóły nie są znane, bo technologia wciąż jest udoskonalana – miasto odrzuciło prototyp tzw. CycleEye, gdyż za słabo odróżniał postaci od ulicznego tła i dziś pracuje z izraelską firmą Mobileye. Rozwiązanie ma być z gatunku Internet-of-Things, więc czujniki powinny funkcjonować poza kontrolą człowieka, w relacji maszyna-maszyna. W praktyce mogłoby to wyglądać tak, że czujnik widząc osobę, która idzie na kursie kolizyjnym wobec autobusu, automatycznie bez udziału kierowcy uruchomi układ hamulcowy, aby uniknąć potrącenia.

Celem londyńskiego przedsiębiorstwa autobusowego Transport for London jest zredukowanie o połowę poważnych wypadków z udziałem pieszych – ma być to osiągnięte pod koniec dekady. TfL nie szczędzi środków, bo cały system będzie je kosztował 17 mln funtów. Nie będzie to jednak koniec. Boris Johnson chce, aby obowiązek posiadania takich czujników miały także samochody ciężarowe wjeżdżające do miasta. Dziś to one odpowiadają za siedem z ośmiu wypadków w których giną rowerzyści.


PRZECZYTAJ TAKŻE: