Ucieczka od konsumpcji: jak się żyje nie kupując

  • Data: 22 września 2015 ·
  • Autor: ·
Ucieczka od konsumpcji: jak się żyje nie kupując
Share

Czy można wyłączyć się ze społeczeństwa konsumpcyjnego? Zaniechać chodzenia po galeriach handlowych i kupowania w sklepach internetowych? Takiego eksperymentu podjęła się Assya Barrette, autorka serwisu GreenHighFive, piszącego o zrównoważonym i ekologicznym życiu.

Bezpośrednim bodźcem to odbycia zakupowego postu była śmierć ojca autorki i wynikła z tego konsekwencja uporządkowania rzeczy po zmarłym. W jednym małym mieszkaniu znalazło się ich tak dużo, że Barrette naszły nieco eschatologiczne wątpliwości, po co tyle tego wszystkiego gromadzić. Postanowiła się sprawdzić i przez 200 dni nie kupować nic nowego. Wyjątkiem były kosmetyki i lekarstwa. Resztę niezbędnych rzeczy Barrette pożyczała, kupowała z drugiej ręki, albo się bez nich obywała.
W swym postanowieniu wytrwała i wyciągnęła z niego kilka bardziej ogólnych wniosków:

Na świecie jest za dużo rzeczy: “Kiedy przeglądałam różne sklepy z rzeczami używanymi, facebookowe grupy handlujących, etc., zaszokowała mnie ilość produktów, jaką ludzkość zdążyła już wyprodukować. Góry odzieży, tony mebli, naczynia – nieprzebyty ocean przedmiotów” – mówi Barrette.

Kupowanie to czynność kompulsywna, ludzie robią to z czystego przymusu: “Kiedy szukałam rzeczy w „używakach”, zaskoczyło mnie, jak wiele znalazłam tam nowych rzeczy – ubrania z nieodpiętymi nigdy metkami i nie wyjęte z pudełek przedmioty domowego użytku. Zakupy mocno oderwały się od rzeczywistych potrzeb człowieka” – mówi Barrette.

Rzeczy używane w sposób nieuzasadniony są stygmatyzowane: “Zauważyłam, że ludzie z góry przesądzają, że ubrania czy meble z drugiej ręki są brudne, że to niecywilizowane. To byli ci sami ludzie, którzy oddawali używane rzeczy innym – uznawali, że to dobre dla ubogich, ale nie dla “nas” – mówi Barrette.

Po zakupy nie trzeba chodzić do sklepu: “Nauczyłam się, że to, czego potrzebuję, mogę znaleźć w najbliższym sąsiedztwie. Nie potrzebuję chodzić do centrów handlowych. Ludzie w mojej społeczności mają bardzo dużo produktów i chętnie oddają je za darmo” – mówi Barrette.

To, co nie jest nowe, nie jest drogie: “W ciągu tych 200 dni mój rachunek bankowy miał naprawdę solidne wakacje. W sklepach z używanymi produktami oferują solidne promocje i nigdy nie miałam poczucia, że idę na jakiś kompromis w kwestii jakości” – mówi Barrette.

Lepiej płacić ludziom, a nie korporacjom: “Szczególnie kiedy przekonałam się, jak ludzie są pomocni i uczciwi. Po prostu chcieli odzyskać część pieniędzy zainwestowanej w kupno. To była przyjemna świadomość, że pieniądze trafiają do kogoś takiego, jak ja, a nie bezdusznej korporacji” – mówi Barrette.

Wiele rzeczy po prostu jest zbędnych: “Wielu rzeczy, nawet zwykłych i powszechnych, nie da się pożyczyć albo znaleźć w „używakach”. Kiedy więc okazało się, że muszę się bez nich obejść, zaskoczyło mnie, z jaką łatwością mi to przyszło. Nie było mi z tego powodu źle, ani smutno. Nic się nie zmieniło. Zdałam sobie sprawę z tego, że większość przedmiotów po prostu miło jest posiadać, ale rzeczywiste potrzeby są ograniczone” – mówi Barrette.