Skip to main content

Samochód z alkomatem w standardzie

Premier Donald Tusk chciał samochodu, który sprawdzi trzeźwość kierowcy i nie ruszy dopóki za kółkiem siedzi pijany. I wkrótce może go mieć. Nad takim właśnie projektem pracuje amerykańska National Highway Traffic Safety Administration. Władze federalne do spółki z producentami samochodów opracowały już zresztą prototyp tego typu urządzenia, które standardowo można instalować w każdym nowym aucie.

Driver Alcohol Detection System for Safety bo tak opisową nazwę ma urządzenie bazuje na dwóch detektorach. Pierwszy analizuje oddech. Jest umieszczony nad kierownicą. Jest to opracowany przez szwedzką firmę Autoliv Development czujnik, który niejako skanuje dolatujące powietrze. Jako że dwutlenek węgla absorbuje światło o innej długości niż metan, łatwo ten drugi wychwycić i obliczyć jego zawartość – jeśli przekracza normę koniec jazdy. Różni się to więc od obecnie używanych czujników, w które trzeba dmuchnąć tylko przy starcie samochodu. Tutaj oddech analizowany jest na bieżąco. Sensor jest przy tym tak skonstruowany, że trudno go oszukać. Wychwytuje wyłącznie powietrze w zasięgu siedzenia kierowcy.
Rzecz jasna można spróbować dmuchać w inną stronę, jechać np. z rurką do nurkowania lub znaleźć inne obejście systemu. To jednak utrudnia drugi sesnsor umieszczony w guziku zapłonu lub dźwignie zmiany biegów. Produkt firmy Takata używa bardziej zaawansowanej technologii, spektrometrii bliskiej podczerwieni, dzięki której może analizować zawartość alkoholu we krwi płynącej w palcu lub dłoni kierowcy.

DADSS opracowywany jest na podobnej zasadzie jak inne samochodowe udoskonalenia zwiększające bezpieczeństwo jazdy. Zestaw czujników ma jednak kosztować 400 dolarów. Rodzi to pytanie kto będzie chciał wydać pieniądze i to dla nie kontroli jazdy samochodu, ale samego siebie. Rozsądek nakazuje domyślać się, że Amerykanie chcą po prostu stworzyć standard urządzenia, które można będzie potraktować jako obligo dla wszystkich nowoprodukowanych aut