Nie zabija się dobrze działających lotnisk

  • Data: 20 października 2017 ·
  • Autor: ·
Nie zabija się dobrze działających lotnisk
Share

Warszawskie lotnisko Chopina rzadko tafia do światowych rankingów. Jest typowym średniakiem – ani monstrualnie duże, ani super nowoczesne. Podobnych lotnisk na świecie są dziesiątki. Ale jest jedno zestawienie, w którym Okęcie plasuje się wysoko. Chodzi o ranking najbardziej wygodnych lotnisk na świecie, gdzie polski port otwiera drugą dziesiątkę. To efekt jego niezłego położenia. Chopin jest blisko centrum, łatwo się na nie dostać.

Ale może to już nie mieć żadnego znaczenia, bo dużo lepszą koncepcją jest lotnisko w Baranowie, nieistniejące jeszcze nawet w planach, które od centrum Warszawy jest oddalone o 45 kilometrów i ponad godzinę jazdy samochodem. Uzasadnienie jest proste. Rafał Milczarski, prezes LOT-u uważa, że Okęcie powinno zniknąć, bo zostało zaprojektowane pod potrzeby zachodnich linii lotniczych. A LOT potrzebuje hubu za 31 mld złotych, którego budowę sfinansują państwowe podmioty. Również pasażerowie udający się dotąd w dłuższe trasy z Krakowa, Katowic czy Gdańska musieliby teraz dojeżdżać do Baranowa.

Już abstrahując od tego czy LOT (który jest dziś ponad dwa razy mniejszy od upadającej Air Italii czy portugalskiego TAP-a) w ogóle ma szanse na to, by zrobić z Baranowa europejski port przesiadkowy, to angażowanie w tak ryzykowny projekt takich środków jest strasznie ryzykowne. Jedynym równie ambitnym projektem realizowanym w Europie jest Berlin-Brandenburg, którego budowę poprzedziło 15 lat przygotowań, a sama budowa ciągnie się od 11 lat i wiadomo, że nie zakończy się przed 2019. I chociaż jest to skrajny przypadek, pokazujący jak można opóźnić inwestycję, to innych, porównywalnych z rozmachem polskiego lotniska nie ma. Nawet jeśli w polskim przypadku nie trwałoby to nawet 28 lat i budżet nie zostałby trzykrotnie przekroczony, to szansa na zrobienie tego w 7 lat jest zerowa i tylko pokazuje w jak nieprofesjonalny sposób się do tego podchodzi.

Zresztą opóźnienie to może być tylko początkiem problemów. Tu za przykład służy Ciudad Real Central Airport, nazywany lotniskiem Południowego Madrytu. Chociaż nie było to przedsięwzięcie tej miary, co Baranowo, bo kosztowało tylko 1,1 mld euro, to lotnisko zostało zamknięte po trzech latach działalności. Od portu w Baranowie różniło je jednak to, że Ciudad Real Central budowany był za pieniądze prywatnych inwestorów.

Szef LOT-u ma też pomysł, co zrobić z Okęciem po zamknięciu lotniska. Uważa, że budowanie tu biurowców czy przekształcenie portu w teren zielony i zrobienie, na przykład parku nie jest dobrym pomysłem. On chciałby stworzyć tu polska Dolinę Krzemową. To tylko pokazuje z jak życzeniowym i nierealistycznym podejściem mamy do czynienia. To, że w Polsce, ani nigdzie w Europie nie dorobiliśmy się jeszcze Doliny Krzemowej bynajmniej nie wynika z faktu, że brakowało na nią dotąd miejsca i zwolniona przestrzeń po zlikwidowanym Okęciu nic w tej mierze nie zmieni.


PRZECZYTAJ TAKŻE:

2 Comments

  1. Po-Ubu

    Zgoda, ze tego typu przedsiewziecia powinny byc dobrze przygotowane, jednak – jesli dobrze rozumiem intencje pomyslodawcow CPL, chodzi glownie o zbudowanie sensownej czesci towarowej lotniska. O tym ze takie projekty po SENSOWNYM przygotowaniu sa rentowne i rozwojowe swiadczy przyklad centrum logistycznego w Saragossie. Moze zatem w okresie przejsciowym moglby funkcjonowac „blizniak” pasazersko-towarowy? Bo argument o latwosci dostepu brzmi przekonujaco. Pytanie tylko, jak duza ma sile przyciagania pasazerow do W-wy? I to raczej zagranicznych, bo krajowi maja aktualnie niewielki wybor

Comments are closed.