Miejskie trasy szybkiego ruchu to przeżytek

  • Data: 27 czerwca 2017 ·
  • Autor: ·
Miejskie trasy szybkiego ruchu to przeżytek
Share

W Warszawie trwa budząca coraz więcej kontrowersji budowa szerokich ciągów komunikacyjnych otaczających Służewiec Przemysłowy: najpierw do ośmiu pasów ruchu powiększono ul. Wołoską, a teraz przyszedł czas na udrożnienie Marynarskiej i wciśnięcie pomiędzy biurowce wiaduktu nad tą właśnie trasą. Kiedy Polacy poszerzają arterie miast, Amerykanie doszli do całkiem przeciwnych wniosków: szerokie trasy zabijają metropolie i czas je likwidować.

Zaczęło się to już jakiś czas temu w Nowym Jorku oraz San Francisco. Na wschodnim wybrzeżu zamknięto West Side Highway, a nad zatoką San Francisco zlikwidowano Embarcadero Freeway. W Nowym Jorku wyprowadzenie szerokiej trasy z miasta przyczyniło się do ożywienia na rynku mieszkaniowym w Chelsea, Tribeca oraz Battery Park City. W Kaliforni nie tylko przywrócono wybrzeże, ale paradoksalnie usprawniono ruch samochodowy.

„Gdy ta szeroka, dwupoziomowa droga została zburzona, większość przejazdów – jak wynika z badania przeprowadzonego przez władze miasta – skróciło się i przyspieszyło ze względu na lepszą sieć połączeń. Używając autostrady wielu ludzi jechało dalej niż do miejsca przeznaczenia, a później nadkładało drogi, aby po zjeździe z niej tak naprawdę się cofnąć. Rozbudowana infrastruktura przyciąga też kierowców odbywających trasy nie dodające żadnej wartości do miejscowego ruchu: wielu ludzi jadących z Oakland do Marin County robiło sobie skrót przez San Francisco. Gdy autostrada została zburzona, a na jej miejscu powstał bulwar, tranzytowa atrakcyjność spadła. Droga zaczęła być wykorzystywana efektywnie i odpowiednio do potrzeb lokalnych mieszkańców.” Zjawisko to dość obszernie wyjaśniał John Norquist, były burmistrz Milwaukee, który przed laty zasłynął wyburzeniem miejskiego odcinka autostrady Park East Freeway. Dojeżdżało się nią do centrum miasta.

Do grona miejscowości, które pozbyły się trasy, dołączyło także Portland, gdzie usunięto nadrzeczny odcinek autostrady, a teraz też Akron w Ohio, gdzie miejski odcinek Route 59 zmieniany jest w park. Niebawem podobne rewolucje mogą stać się udziałem trasy I-85 w Atlancie. Na początku tego roku w wyniku pożaru zawalił się wiadukt na tej trasie. Naprawa ma kosztować 17 mln dolarów, ale sprzeciwiają się jej mieszkańcy. Chcą pójść śladem innych amerykańskich metropolii i całkiem zlikwidować ten odcinek trasy.


(Zamknięty odcinek Route 59 w Akron)

Żeby nie było wątpliwość, taki sposób myślenia zaczyna przeważać na każdym poziomie, nie tylko wśród aktywistów miejskich. „Drogi szybkiego ruchu przecinające miasta do był błąd. Ale my to naprawimy” – taką deklarację złożył niedawno Anthony Foxx, Sekretarz Transportu USA. „Autostrady zawsze były siłą napędową rozwoju i wzrostu gospodarczego. Niestety. Zamiast łączyć, rozdzieliły nas.” dodał Foxx.


(Skrzyżowanie Wołoskiej z Marynarską gdy Galeria Mokotów dopiero powstawała, fot: cezaryp)

Szerokie arterie popadają w niełaskę, nie znaczy to jednak, że nie ma pomysłu na takie skupiska jak warszawski Służewiec Przemysłowy. Amerykanie nazywają je Edge Cities, a mają jeszcze większe klastry biurowe oraz handlowe. Nie reperują ich jednak nowymi drogami, ale – tak jak w Tysons pod Waszyngtonem, gdzie już dociągnęli miejską kolejkę, a teraz władze dbają o większe zrównoważenie tego obszaru – rozwój budownictwa mieszkaniowego – samemu inwestując w miejską infrastrukturę.


PRZECZYTAJ TAKŻE: