Jedno wspólne auto likwiduje jedenaście prywatnych

  • Data: 9 maja 2018 ·
  • Autor: ·
Jedno wspólne auto likwiduje jedenaście prywatnych
Share

Z ekonomicznego punktu widzenia to co dziś oferuje carsharing jest mało atrakcyjne. Szczególnie w obliczu ostrej walki cenowej alternatywnych przewoźników. Po amerykańskim Uberze przyszedł czas na kontrolowany przez chińczyków Taxify, gdzie za 1 km jazdy płaci się 1 zł (i 10 gr za minutę podróży), czyli mniej niż np. w Traficar gdzie poza opłatą na poziomie 80 gr, trzeba jeszcze dodać 50 gr za minutę – przy średniej prędkości ruchu w Warszawie na poziomie 20 km/h daje to 2,3 zł za km. A w Taxify mamy przecież do dyspozycji kierowcę, który po nas podjedzie i nie trzeba szukać auta po mieście. Mimo to właśnie w takich modelach współdzielonych upatruje się przyszłości transportu.

Wysokie opłaty za przejazd car-sharingiem to efekt niewielkiej skali biznesu i nastawienia się na wysoką marżę – przeciwieństwo Taxify, czy Ubera, które niskimi cenami chce przede wszystkim zbudować rynek. Jeśli bowiem taksówka przejeżdża rocznie 70 tys. km, to właściciel auta w carsharingu inkasuje 56 tys. zł (a przecież auto w carsharingu może jeździć na trzy zmiany, więc de facto powinno przejeżdżać jeszcze więcej). To cena nowego samochodu.
Inaczej jest w krajach z bardziej rozwiniętym systemem współdzielenia samochodów, gdzie opłaty za wynajem są mocno konkurencyjne wobec taksówek. W Berlinie np. przy kilkukilometrowych trasach średnio za kurs płaci się 2,5 do 3 euro za 1 km, a małe auto w Car2Go kosztuje 65 centów za km. Podobnie jest za oceanem, gdzie stworzony przez niemieckiego Daimlera rozwinął się najbardziej – milion użytkowników sieć przekroczyła już dwa lata temu. I to właśnie tutaj najbardziej dostrzegalne są zmiany jakie car-sharing wprowadza do miejskiej przestrzeni.


Kierowcy korzystający ze wspólnej floty aut, w ogóle rzadziej jeżdżą samochodami osobowymi

Jeden samochód udostępniony tu w ramach Car2Go wypiera z dróg od 7 do 11 samochodów prywatnych. I nie są to przewidywania, ale ocena realnych efektów funkcjonowania systemu, której dokonali naukowcy z Transportation Sustainability Research Center, działającym na Uniwersytecie Berkeley. Skupili się oni na efektach jakie widać w pięciu miastach Ameryki Północnej: Waszyngtonie, Seatle, San Diego, Calgary i Vancouver. Przez swoją efektywność Car2Go, który jest siecią jednokierunkową (nie trzeba wracać z samochodem do miejsca startu), nie tylko wyeliminował w tam 28 tys. aut prywatnych, ale jednocześnie spowodował że kierowcy przejechali 144 mln mil mniej niż własnymi samochodami. Oznacza to oszczędność na poziomie od 6 do 16 proc. przejechanego na dystansu przypadające na gospodarstwo domowe. Dzięki Car2Go znacznie luźniejsze robią się więc ulice, a jednocześnie znacząco spada poziom zanieczyszczeń w mieście. Najlepsze pod tym względem rezultaty osiągnął Waszyngton, który zredukował poziom emisji spalin o 18 proc.

A to i tak dopiero początek. Jeszcze większe oczekiwania są wobec współdzielonych aut, które będą jeździć same, bez kierowcy. O wprowadzeniu autonomicznej floty na początku przyszłej dekady myśli np. Ford, ale znacznie bardziej zaawansowany w pracach nad takim nowym modelem transportu jest Singapur, który chce zmienić klasyczne taksówki na 300 tys. aut bez kierowców. Naukowcy i urbaniści już dziś szacują jaki może mieć to wpływ na cały park samochodów osobowych.
Jak przekonuje Carlo Ratti, dyrektor MIT Senseable City Laboratory samochody autonomiczne wzmocnią trend wypierania samochodów prywatnych jaki widzimy w car-sharingu, m.in. dlatego że zacierają się różnice pomiędzy pojęciem samochodu prywatnego i publicznego – kierowcą nie jest właściciel, ale sama maszyna. Dr Kara Kockelman, University of Texas w Austin przewiduje np. że w skrajnym scenariuszu, kiedy wszyscy przesiedliby się do samochodów autonomicznych można by zrezygnować z 7 na 8 samochodów, czyli 87,5 proc. obecnego inwentarza.

To całkiem zmieni zagospodarowanie ulic – biuro architektoniczne Perkins + Will przeprowadziło w San Francisco badania, z których wynika, że autonomiczne samochody mogą zmniejszyć ruch uliczny nawet czterokrotnie. Stąd już dziś pojawiają się koncepcje jak zmieni to ulice, które będą się zwężać albo całkiem znikać – w Nowym Jorku miasto zorganizowało nawet konkurs Driverless Future Challenge na taką urbanistyczną wizję przyszłości. Ubędzie też większości miejsc parkingowych (przeciętny samochód w USA na parkingu spędza 95 proc. czasu) i to nie tylko tych przy ulicy, ale także w garażach – szczególnie w przypadku tych naziemnych już dziś myśli się jak je zmieniać w biura, centra handlowe, a nawet mieszkania.

O nowym modelu transportu we współczesnych miastach będą mówić liderzy samorządu, biznesu i organizacji pozarządowych na najbliższym Kongresie Regionów, którego Miasto2077 jest patronem medialnym – konferencja odbędzie się w dniach 26-27 czerwca 2018 we Wrocławiu. Więcej szczegółów dostępne na stronie www.kongresregionow.pl.

/Fot: Gerrit Quast//