Co z afery Facebooka wynika dla życia w coraz bardziej naszpikowanym technologią mieście

  • Data: 13 kwietnia 2018 ·
  • Autor: ·
  • Komentarze: 2
Co z afery Facebooka wynika dla życia w coraz bardziej naszpikowanym technologią mieście
Share

Chyba każdy, kto przez chwilę oglądał zeznania Marka Zuckerberga, twórcy Facebooka, przed amerykańską komisją senacką zobaczył jak amerykańscy politycy niewiele rozumieją z tego jak działają media społecznościowe i jak mało wiedzą na temat zagrożeń, na jakie narażeni są konsumenci tego medium. A Facebook to dopiero początek wielkiej technologicznej rewolucji, która na razie odbywa się głównie w sieci. Ale już nie długo, wraz z rozwojem algorytmów sztucznej inteligencji i internetu rzeczy, rewolucuja może wylać się na ulice naszych miast. Pytanie jakie sobie powinniśmy sobie zadać, to czy rządy, oprócz wspierania firm technologicznych w imię postępu (skądinąd słusznego) na bieżąco monitorują to nad czym one pracują i wiedzą jak chronić obywateli przed potencjalnie negatywnymi skutkami działań niektórych technologii.

Dziś nasze dane gromadzone są praktycznie w każdym momencie, od przechodzenia przez bramki bezpieczeństwa na lotnisku, po sytuacje, w których uprawiamy jogging czy jeździmy na rowerze i joggingu. Ponieważ Facebook i Google przede wszystkim nastawione są na kolekcjonowanie danych na temat nawyków konsumenckich, interesują się danymi odnośnie naszej lokalizacji czysposobów w jaki poruszamy się po mieście. Niektóre z tych danych mogą być wykorzystywane dla celów bezpieczeństwa, inne mają wartość głownie dla reklamodawców, szczególnie w sytuacji gdy samochody powoli stają się centrami rozrywki. Ale tu nie chodzi tylko kwestie prywatności związane z naszą lokalizacją , ale o luki w zabezpieczeniach dające pole do popisu dla hakerów. A uzyskując dostęp do samochodów, hakerzy mogą zrobić z samochodami wiele, łącznie z jego zatrzymaniem ich w czasie jazdy. Dwa lat temu naukowcom udało się odblokować Jeepa Cherokee, kręcić jego kierownicą i wreszcie zahamować, gdy był w ruchu na autostradzie. Ta demonstracja pokazała, że historie znane do tej pory głownie z filmów sensacyjnych, gdy ktoś próbuje uszkodzić samochód w celu „zgładzenia” kierującego pojazdem, łatwo mogą stać się realnością.

Oczywiście producenci zapewniają, że coraz bardziej złożone oprogramowanie w samochodach sprawi, że złamanie zabezpieczeń stanie się dużo trudniejsze. Oczywiście firmy są zainteresowane oferowaniem swoim klientom bezpieczeństwa, ale z drugiej strony kierują się przede wszystkim rachunkiem zysków i trudno sobie wyobrazić by same się ograniczały. Zresztą łatwo się o tym przekonać patrząc na statystyki wypadków śmiertelnych w USA, które od lat 70’ spadły o połowę. I w niewielkim jest to zasługa koncernów samochodowych, to było możliwe bo władze zmusiły ich wprowadzenia bardziej rygorystycznych testów zderzeniowych instalowania trzypunktowych pasów bezpieczeństwa, poduszek powietrznych czy hamulców wyposażonych w ABS. Do tego doszły ograniczenia związane z prędkością. Jeszcze dobitniej to jak firmy nie lubią się samo ograniczać pokazała sprawa emisji CO2 i zatruwania środowiska. Mimo, że państwo narzucało im ograniczenia, to i tak na przykład Volkswagen próbował je obchodzić fałszując statystyki.

Obecnie producenci samochodów autonomicznych testują je w sytuacji braku w zasadzie jakichkolwiek przepisów. To samo zaraz będzie dotyczyć budowanych inteligentnych miast, które mają być jedną wielką inteligentna siecią internetową. Korzyści płynące z postępu technologicznego są oczywiste. Oszczędzają nasz czas, zwiększają nasze możliwości, wprowadzają udogodnienia. Ale w czasach gdy niektóre firmy mają więcej „obywateli”, niż jakakolwiek państwo, trzeba ich klientów chronić również przed efektami wynikającymi z postępu

2 Comments

  1. Daniel

    BigData i przetwarzanie danych na ogromną skalę daje nieograniczone możliwości kosztem naszej prywatności. Oczywiście większości nie obchodzi jak się nazywamy, za to wszyscy są zainteresowani naszymi poglądami czy skłonnościami do określonych zachowań konsumenckich. Jeżeli ktoś ma obiekcję polecam obejrzeć dokument ‚Ile warte są nasze dane”, w którym pada postulat by płacono nam za nasze dane – co może przybrać formę dochodu podstawowego. Odnośnie naszych poglądów głośna była sprawa kampanii Trumpa bazująca na pracy Michała Kosińskiego, który opracował algorytmy z których korzystała Cambridge Analytica (http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,21287773,po-zwyciestwie-trumpa-i-brexicie-michal-kosinski-zaczal-odbierac.html).

    Złożoność systemów informatycznych nie powoduje, że są trudniejsze do złamania. Powoduje to, że są bardziej podatne na błędy. Gruntowne przetestowanie złożonego systemu jest niemożliwe, do tego dochodzi budżet i czas jaki mają testerzy którzy koncentrują się na user experience i najbardziej prawdopodobnych ścieżkach. Wielu z testerów nie ma specjalistycznej wiedzy pozwalającej przeprowadzić pentesty, zaś specjaliści od systemów zabezpieczeń nie pracują za stawkę przeciętnego testera.

    Jeżeli chodzi o IoT – to szkoda gadać. Większość produktów powstaje z kampanii Kickstarterowych a ich poziom zabezpieczeń to dwa metry poniżej mułu. Można sobie poczytać o tym jak inteligentny ekspres do kawy zainfekował całą firmę. Należy mieć świadomość, że te produkty służą do pogłebienia zbierania danych o nas i w wielu przypadkach narażają naszą prywatność. Być może w przyszłości się to poprawi jednak patrząc na ilość wpadek Apple na przestrzeni ostatniego kwartału należy pozostać krytycznym.
    Podaję Apple jako przykład korporacji o ogromnym budżecie, a mimo to ich produkty nie są wolne od poważnych błędów.

  2. Elvis Presley

    Słusznie. Dodam jeszcze ze a) VW niczego nie obchodziło tylko łamało prawo i kłamało z premedytacja, b) trudno sie czyta nawet dobre artykuły po Gtranslatorze a bez edycji człowieka:)

    Nie sadze aby „technologiczna rewolucja” sie zatrzymała. Kłopot w tym ze większość firm dzisiaj to firmy IT, choc funkcjonują pod starymi szyldami np banków czy linii lotniczych. A do polityki nie idą ludzie po programowaniu, a politologii, historii czy prawie. (Poza Polska rzecz jasna). Wiec brak wspólnego języka nie zniknie a bedzie sie pogłębiał.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.