Aktywiści idą na wojnę z kalifornijskimi hipsterami

  • Data: 21 września 2017 ·
  • Autor: ·
Aktywiści idą na wojnę z kalifornijskimi hipsterami
Share

Pół wieku po pojawieniu się w Kalifornii dzieci-kwiatów, jej mieszkańcy muszą zmierzyć się z nowym wyzwaniem kulturowym: inwazją hipsterów. Właściwie nie chodzi tylko o hipsterów, ale również artystów, biznesmenów, deweloperów.

W dzielnicy Los Angeles Boyle Heights transparenty, śpiewy i okrzyki nie tylko blokują dostęp do nowych kawiarni, ale doprowadziły do usunięcia opery i galerii plastycznej. W Venice w Kalifornii mieszkańcy zbierają się przed siedzibą firmy Snap Inc (która stworzyła aplikację Snapchat), aby protestować przeciw „kolonizowaniu” wybrzeża przez „obcy biznes”. W Oakland organizacje pozarządowe usiłują zablokować budowę biurowca Ubera, a w San Francisco wrogiem publicznym stało się biuro Airbnb i wypożyczalnia rowerów. – Walczymy o nasze domy i kulturę – stwierdził Leonardo Vilchis, jeden z aktywistów z Los Angeles w wywiadzie dla The Guardian.

Hippisi może bardziej rzucali się w oczy, ale byli mniej niebezpieczni niż hipsterzy. Przede wszystkim zadowalali się namiotami, podczas gdy nowi intruzi wykupują nieruchomości. Średni koszt domu w Kalifornii wynosi 500 tys. dolarów i jest dwukrotnie wyższy niż średnio w USA. Według raportu przygotowanego przez Harvard University, ok. jednej trzeciej właścicieli domów nie stać na ponoszenie kosztów ich utrzymania. Kalifornia ma także najwyższy odsetek bezdomnych pozbawionych dachu nad głową. Winą obarczani są zamożni przybysze, a gentryfikacja – do niedawna pojęcie dość abstrakcyjne – stała się codziennym hasłem.

Do protestów przyłączają się nie tylko radykalni działacze, ale i szacowne organizacje pozarządowe czy znani lobbyści. Obok transparentów, pojawiają się kamienie, dochodzi do wybijania szyb, a nawet podpaleń. Efekty są na razie nieoczywiste, a i sami mieszkańcy mają ambiwalentny stosunek do gentryfikacji, dostrzegając zarówno jej wady, jak i zalety. Do aktywistów z Kalifornii coraz chętniej dołączają jednak grupki z innych amerykańskich miast: Nowego Jorku czy Chicago, a metody ich działania są łatwe do powielenia.


PRZECZYTAJ TAKŻE: